Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 30 czerwca 2015

KSIĄŻKI NA WAKACJE

źródło

Z założenia książki na wakacje powinny być lekturami lekkimi, łatwymi i przyjemnymi. Dla niektórych wakacje mogą być jednak czasem nadrobienia czytelniczych zaległości. Tak będzie w moim przypadku. Czeka na mnie na półce parę książek, do których jakoś nie mogłam się zabrać. A to, że za gruba, więc nie ma sensu zaczynać, a to, że klimat książki teraz mi nie pasuje albo, że mam coś ciekawszego do czytania. U mnie na półce czekają:

- „Szczygieł” Donna Tartt (nagroda Pulitzera 2014),
- „1945. Wojna i pokój” Magdalena Grzebałkowska,
- „Temat na pierwszą stronę” Umberto Eco – właśnie zaczęłam czytać,
- „Gdy zniknęły gołębie” Sofi Oksanen,
- „Nawroty nocy” Patrick Modiano,
- „Zero, zero, zero. Jak kokaina rządzi światem” Roberto Saviano (autor świetnej „Gomorry” o neapolitańskiej mafii) – czeka od Bożego Narodzenia, na razie ją tylko przejrzałamJ
- „Dostatek” Michael Crumney.

Mam dla Was jeszcze parę propozycji książek (wydanych w ostatnich miesiącach), które mogą się okazać hitem tegorocznych wakacji:

1. „Copyfighter” Łukasz Krakowiak – z założenia lektura lekka, łatwa i przyjemna. Pisarz przedstawia realia pracy copywritera w polskich warunkach. Nie będzie to niestety historia a’la „Mad Men”.
źródło
2. „Inna dusza” Łukasz Orbitowski – zapowiedź wydawcy: „Miasto. Zniszczone, obdrapane i brudne kamienice. Zmęczeni ludzie w ubłoconych, wiecznie spóźnionych i zatłoczonych autobusach. Przygnębienie i pustka. I nagle w jednej głowie kiełkuje ta dziwna myśl, nieodparte pragnienie. Bez motywu, bez powodu, jak głód. Tak jakby ciało przejmowała inna dusza, która nakazuje to zrobić, i nie można od niej uciec. Pewnego dnia miasto zatrzyma się przerażone zbrodnią.” Brzmi dobrze.
źródło
3. „Wolność czytania” Karol Maliszewski – dla fanów poezji.

4. „Zwierzenia jeżozwierza” Alain Mabackou – polecana przez moje ukochane „Cappuccino z książką’, więc musi być dobra. Autor nawiązuje do afrykańskiej legendy, według której każdy człowiek ma swoje sobowtóra. Pełna humoru, podchwytliwa opowieść o ludzkiej naturze.
źródło
5. „Pewnego razu w Moskwie” Simone de Beavoir – książka sprzed kilkudziesięciu laty po raz pierwszy po polsku. Czołowa francuska feministka z humorem opowiada o kryzysie małżeńskim i egzystencjonalnym, którego niemłodzi już bohaterowie doświadczają podczas podróży do Związku Radzieckiego.
źródło
6. „Slow fashion. Modowa rewolucja” Joanna Glogaza – autorka bloga styledigger pomaga zrobić porządki w szafie, wskazuje, jak poszukać własnego stylu, przy okazji motywuje do tego, aby stać się świadomym konsumentem.
Slow fashion. Modowa rewolucja
źródło
7. „Piąty beatles” Mariusz Czubaj – wakacje nie mogą się obyć bez kryminału. Rudolf Heinz powraca.
źródło
 8. „Łączniczki. Wspomnienia z powstania warszawskiego” Wiktor Krajewski, Maria Fredro-Boniecka – wzruszające opowieści kilkunastoletnich wówczas łączniczek i sanitariuszek powstania warszawskiego.
Łączniczki. Wspomnienia z Powstania Warszawskiego
źródło
9. „Fosa” Sylwia Siedlecka – debiutancka powieść, w której pisze o małomiasteczkowej niemocy, o zderzeniu marzeń z rzeczywistością. Autorka pisze lirycznie nawet o okrucieństwie.
Fosa - Siedlecka Sylwia
źródło
10. „Piękne ogrody. Antystresowe kreatywne kolorowanie dla dorosłych” – nowy sposób na nudę, relaks, wakacje…
Piękne ogrody. Antystresowe, kreatywne kolorowanie dla dorosłych - Opracowanie zbiorowe
źródło
Udanych wakacji i miłego czytania!

piątek, 19 czerwca 2015

PODSUMOWANIE KSIĄŻKOWE STYCZEŃ-CZERWIEC 2015

Rok 2015 podobno dopiero się rozpoczął, a już mamy prawie koniec czerwca.
Jako że bardzo lubię wszelkiego rodzaju listy i zestawienia, na dzisiaj przygotowałam dla Was listę książek przeczytanych przeze mnie w tym roku plus ocena według szkolnej skali:) 
Oczywiście pamiętajcie, że pewnych książek w ogóle 
nie można ze sobą porównywać, dlatego takie, a inne oceny.

1. "Wszystko, co lśni" E. Catton - 4,5/5
2. "W Paryżu dzieci nie grymaszą" P. Druckerman - 4/5
3. "Morderstwo pod cenzurą" M. Wrońskiego - 4/5


4. "Księgi Jakubowe" O. Tokarczuk - 5/5
5. "Przejechał cyrk" P. Modiano - 4,5/5
6. "Królowa śniegu" M. Cunninghama - 2,5/5


7.  "Okruchy codzienności" E. Strout (tak na marginesie polecam cudowny pod każdym względem miniserial na podstawie książki - "Olive Kitteridge" z genialną rolą Frances McDormand) - 4/5
8. "A na imię jej będzie Aniela" M. Wrońskiego - 4/5
9. "Kino Venus" M. Wrońskiego - 4/5



10. "Drach" Sz. Twardocha - 5/5
11. "Dyskretny bohater" M.V. Llosy - 5/5
12. "Magik" M. Parys - 4/5
13. "Nasza klasa: historia w XIV lekcjach" T. Słobodzianka - 4/5 (w wersji scenicznej o wiele lepsza - ale tak powinno być, dramaty powinno się oglądać, nie czytać)
14. "Skrzydlata trumna" M. Wrońskiego - 3,5/5
14. "Pogrom w przyszły wtorek" M. Wrońskiego - 4,5/5
15. "Haiti" M. Wrońskiego - 3/5
16. "Nieproszony gość" Ch. Link - 3/5
17. "Sońka" I. Karpowicza - 5/5
18. "Florystka" K. Bondy - 5/5
19. "Tylko umarli nie kłamią" K. Bondy - 5/5
20. "Zielona sukienka" M. Szumskiej 4,5/5
21. "Mniej" M. Sapały - 4/5


22. "Oskarżam Auschwitz" M. Grynberga - 4/5
23. "Zbłocona" J. C. Oates - 4,5/5
24. "Język dwulatka" T. Hogg - 5/5.

Chyba wszystkie:)

Miłego weekendu 

czwartek, 5 marca 2015

KRYMINAŁ MADE IN POLAND + M. Wroński "Kino Venus" i "A na imię jej będzie Aniela"

Jakież było moje zdziwienie, gdy w miesięczniku traktującym o biznesie i rynkach finansowych znalazłam artykuł dotyczący polskich kryminałów.



Marcowy FORBES przedstawia "Kryminalistki", czyli kobiety szturmujące polski rynek kryminałów.


W drugiej odsłonie Forbes poleca cykl książek Marcina Wrońskiego o komisarzu Maciejewskim.


Pomijając fakt, że dziwnie się czyta tego typu artykuły w Forbesie, to mimo wszystko okazało się, że nie są one takie złe.

Pierwszy artykuł opisuje drogę do pisarstwa kryminalnego polskich królowych tego gatunku: Katarzyny Bondy, Gai Grzegorzewskiej, Joanny Jodełki, Marty Zaborowskiej i Marty Miziuro. O dwóch pierwszych słyszałam, żadnej książki wyżej wymienionych jednak nie przeczytałam. 
Wracając jednak do tematu: drogi następczyń Agathy Christie są różne. Bonda była dziennikarką "Expressu wieczornego" i sprawozdawcą z rozpraw sądowych. Dlatego jej książki to nie tylko sama fabuła i intryga, ale również konkretna wiedza z zakresu kryminalistyki. Jodełka była menedżerką w restauracji, gdy nagle postanowiła pisać. Zaborowska podobnie, w przerwie między pracą w międzynarodowej korporacji i czytaniem szwedzkich kryminałów, zapisała się na kurs pisania i...napisała. Miziuro z krytyczki literackiej stała się pisarką. Grzegorzewska, jeszcze jako studentka filmoznawstwa, jadąc na rowerze doznała olśnienia, a właściwie wizji, mordercy z kosą...  i tak powstał "Żniwiarz". 
Muszę się przyznać, że artykuł zachęcił mnie do sięgnięcia po książki Polek. Mam nadzieję, że obietnica dobrej intrygi, elementów psychologicznych i pełnokrwistych postaci, zostanie dotrzymana.

Artykulik o Zydze Maciejewskim w zasadzie nie dostarczył mi żadnych nowych informacji, znalazłam za to pewne drobne nieścisłości. Informacja, że Zyga zna jidysz jest prawdziwa, należałoby jednak dodać, że zna go tylko tyle o ile - po prostu, żeby się dogadać. Z kolei zdanie "walczył z bolszewikami w 1920 r. i znienawidził armię" sugeruje, że wojsko obrzydło mu przez bolszewików. No nie do końca, powodem był raczej jeden z dowódców i pewne wydarzenia opisane w pierwszej książce o Zydze. Tyle.

A skoro jesteśmy już przy Wrońskiem... Ostatnio odrobinę skrytykowałam "Morderstwo pod cenzurą". W międzyczasie przeczytałam kolejne dwie książki o wspomnianym komisarzu z lubelskiego wydziału śledczego: "Kino Venus" i "A na imię jej będzie Aniela". 


Z książki na książkę coraz lepiej się czyta. Regularne ćwiczenia, jak widać, czynią mistrza, również w literaturze. 
"Kino Venus" prowadzi nas przez czasy kryzysu. W 1931 r. w wyniku pewnych przetasowań kadrowych w lubelskiej policji Zyga Maciejewski trafia do służby mundurowej. Nie chroni go to jednak przed przestępstwem. Mamy więc oczywiście morderstwo, ale również prostytucję, handel żywym towarem na skalę międzynarodową, pornografię (nawet filmową). A w życiu prywatnym naszego komisarza - zmiany, zmiany, zmiany. Jego przyjaciółka z pierwszej książki, Róża, odchodzi na dalszy plan, pojawia się za to tajemnicza Lilli Byoros - rzekomo wyrwana z łap handlarzy kobietami. 
W trzeciej części o Maciejewskim "A na imię jej będzie Aniela", komisarz decyduje się przystąpić do szeregów Kripo (policja kryminalna w Generalnym Gubernatorstwie), żeby (banał:)) dorwać seryjnego mordercę. Cały Lublin uważa Maciejewskiego za konfidenta, współmieszkańcy nie wiedzą jednak wszystkiego...oprócz poszukiwań zwyrodnialca Maciejewski "czyni dobro". Oprócz samej intrygi uderzające opisy typowo wojenne: życie codzienne (każdy radzi sobie, jak może), getto żydowskie ("tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono"), bombardowania, wejście wojsk sowieckich, etc. Taki świat wciąga...Tym razem polecam w całej rozciągłości. I już nie mogę się doczekać kolejnych: "Skrzydlatej trumny" i "Pogromu w przyszły wtorek", za którą to część Wroński otrzymał w tamtym roku Nagrodę Wielkiego Kalibru.


Dobranoc:)

poniedziałek, 2 marca 2015

"KRÓLOWA ŚNIEGU" Michaela Cunninghama - uwaga spoiler!



"Królowa śniegu" Andersena to opowieść o miłości, przyjaźni, a przede wszystkim o odpowiedzialności za siebie i za innych. Fabuła "Królowej śniegu" Michaela Cunninghama niby nawiązuje do baśni z XIX wieku, ale niestety nie wiem, w jakim celu.
Książkę Cunninghama dostałam, co prawda w prezencie, ale i tak miałam w planach ją przeczytać. Powód pierwszy (tytułu książek - według kolejności mojego czytania, nie wydania): byłam zachwycona "Godzinami" i "Domem na krańcu świata", "Z ciała i z duszy" było dobre, "Wyjątkowe czasy" w zasadzie rozczarowały, więc postanowiłam sprawdzić, czy nowa powieść będzie z tych lepszych, czy z tych gorszych. Powód drugi: recenzja samego Ignacego Karpowicza.


Najpierw plusy: zimowy opis Nowego Jorku, Brooklynu, Williamsburga (dzielnica "artystyczna", część Brooklynu bodajże), czyli dobre zaaklimatyzowanie czytelnika w miejscu, w którym autor prowadzi opowieść. I to byłoby na tyle.
Miały być emocje, miała być ukryta baśniowość, skomplikowane więzi, ale moim zdaniem nie wyszło. No, ale od początku.
Mamy braci Barreta i Tylera. Mieszkają razem plus umierająca na raka narzeczona Tylera, Beth. Barret jest gejem, niedawno się z kimś rozstał, uwielbia Beth. Tyler jest narkomanem, chociaż Cunningham pokazał go tak, jakby branie codziennie odrobiny kokainy nie było nałogiem. Są jeszcze Liz, 50+ (prowadzi z Beth sklep, w którym pracuje Barret) i Andrew, jej dwudziesto- czy trzydziestoparoletni kochanek, facet czy przyjaciel (jak zwał, tak zwał). Barret podczas spaceru widzi światło i uznaje, że pochodzi ono od Boga (nie, Barret nie bierze narkotyków). Niby mu się to potwierdza, bo Beth nagle zdrowieje (co prawda, żeby parę miesięcy później umrzeć). Tyler tworzy muzykę (pewnie dlatego Williamsburg), ale mu nie wychodzi - wyjdzie dopiero po śmierci Beth, bo umieści swoje utwory na internecie (a może dlatego, że kokę zamieni na herę). Barret podkochuje się w Andrew, bo że niby jest taki piękny - poza tym niestety nie błyszczy intelektem i narkotyzuje się za kasę Liz. Dlatego też Liz z nim ostatecznie zrywa - bo seks to nie wszystko. A seks i tak jest - tyle, że z Tylerem (i to jeszcze przed śmiercią Beth - ale podobno ona nie miałaby nic przeciwko temu, bo podobno Liz robi to z przyjaźni, współczucia, czy nie wiem czego). Aha, Liz też kiedyś widziała światło - ale po haszu, czy LSD, więc się nie liczy.
Ktoś wie o co chodzi? Gratuluję, bo moja wrażliwość najwyraźniej została wyłączona na czas czytania książki.

P.S. Książkę skończyłam czytać kilka dni temu i nie pamiętam zakończenia. Interpretacja mojego stanu dowolna. 

poniedziałek, 19 stycznia 2015

"WSZYSTKO, CO LŚNI" Eleanor Catton + refleksja nad 52 książkami




Dzisiaj, Panie i Panowie: „Wszystko, co lśni” Eleanor Catton (Kanadyjki wychowanej
i mieszkającej w Nowej Zelandii).
Jak „głosi” okładka: „Jednocześnie powieść wiktoriańska i literacki thriller. Ta diabelsko sprytnie skonstruowana, absolutnie wyjątkowa książka potwierdza, że Catton jest jedną z najjaśniejszych gwiazd na współczesnym pisarskim firmamencie”.
Powieść przeczytałam już jakiś czas temu, więc z góry przepraszam za niezbyt „dokładną” recenzję. Za „dokładną” rozumiem tu „szczegółową”. Wiele drobiazgów ulotniło się już z mojej pamięci, ale pozostały pewne wrażenia, odczucia. Gdybym miała w ciągu paru sekund opowiedzieć, co zapamiętałam, co pozostawiło ślad, napisałabym tak. Życie w XIX wieku na obczyźnie, w nieznanym klimacie, na nieznanej ziemi, pośród osób – podobnym tobie – szukającym szczęścia w życiu, jest niewyobrażalnie trudne. Na każdym kroku czyha zło (pod różnymi postaciami), brud, trud i znój.

Powieść została napisana zgodnie z przebiegiem faz księżyca. Stosownie do tego – pierwsza część jest najdłuższa i kolokwialnie mówiąc, odrobinę rozwlekła – cóż jednak zrobić, gdy księżyc w pełni. Ostatnia część, najkrótsza, liczy zaledwie niecałe dwie strony – księżyca wszak już prawie nie widać. Autorka bardzo skrupulatnie podeszła do tematu księżyca, układów gwiazd, horoskopów, znaków zodiaku, astrologii etc. Powiem szczerze, mnie to jakoś nie zainteresowało za bardzo. Jest to oczywiście ciekawy element powieści z uwagi na oryginalny pomysł, w jaki sposób „ułożyć” powieść, ale poza tym jakoś mnie to nie poruszyło.
Akcja powieści osadzona została w XIX-wiecznej „złotej” Nowej Zelandii, do której ściągają tłumy poszukiwaczy. Szczęścia. Pieniędzy. Pracy. I tłumy uciekinierów. Od złej sławy. Od rodziny. Od długów. Każdy zaczyna na nowo swoją historię. Emigranckie życie poszukiwaczy złota i poszukiwaczy nowego życia pisarka połączyła w klimat angielsko (ale nie-wiktoriańsko) - amerykański (kalifornijski).
Do Hokitika przybywa Walter Moody, który odtąd będzie nam towarzyszył przy rozwikłaniu zagadki (zagadek) kryminalnej, wokół której toczy się akcja powieści. Istotny element fabuły stanowi tu przeznaczenie, które dało o sobie znać już na samym początku. Z fatum wiąże się wątek miłosny, który pozostający niby na uboczu powoli wychodzi na światło dzienne (paradoksalnie właśnie wtedy gdy światła księżycowego ubywa). Splątane przez przeznaczenie losy dwóch bohaterów książki wpływają na losy innych postaci.
  Nie wiedzieć czemu, powieść Catton nie przypomina mi powieści wiktoriańskiej, a raczej dzieła Steinbecka (głównie „Na wschód od Edenu”, ale także „Grona gniewu”). Tu Kalifornia i Salinas, tu Nowa Zelandia i Hokitika. Steinbeck pyta o dobro i zło w człowieku, Catton również. Pisarzy łączy też styl pisania, ale styl w sensie realizmu i romantyzmu – z jednej strony wspaniałe, bardzo realistyczne i pieczołowicie skonstruowane opisy miast i sposobu życia mieszkańców Salinas i Hokitiki, a z drugiej strony refleksyjne, romantyczne elementy powieści. Refleksje Waltera Moody’ego (jedynego stojącego jakby obok wydarzeń, które stanowią oś łączącą wszystkie wątki) dotyczące pojęcia „prawdy”, tego, co dla danego człowieka jest prawdą mają wymiar wręcz liryczny.
Epickiego rozmachu i zwrotów akcji nie brakuje, styl powieści cudny (wielkie brawa również dla tłumacza). Co tu dużo pisać. Szykujcie się więc do czytania. Będzie bardzo przyjemnie.:)

P.S. Na koniec dygresja - chociaż na temat książek. Pewnie dużo osób delikatnie mówiąc skrytykuje mój pogląd, ale przyznaję - nie podoba mi się (bardzo mi się nie podoba) facebookowa zbiórka (raczej powinnam napisać zbieranina) osób, które postanawiają przeczytać 52 książki w roku 2015. Absurd nad absurdami, rzekomo mający zachęcić do czytania. Większej bzdury nie słyszałam. Jeżeli ktoś kocha czytać, lubi, ma czas, ochotę, to po prostu czyta. Tyle. Większość moich znajomych, przyjaciół, krewnych, bliskich mi osób – NIE CZYTA. Nie czyta w ogóle. Czasem przeczyta Glamour albo Cosmo, od biedy Fakt lub lokalną prasę (część męska przejrzy Playboya albo Przegląd Sportowy). Niektórzy od czasu do czasu rzucą okiem na jakiś poradnik w stylu „jak żyć vs. jak schudnąć”, książkę kucharską znanej blogerki lub przeczytają „50 twarzy Greya”. Znam dwie (słownie: „dwie”!) osoby, które oprócz mnie NAPRAWDĘ CZYTAJĄ. I nie przeszkodzi im w tym nawet wielkie, zbiorowe, międzynarodowe noworoczne postanowienie. Uff, wyżaliłam się, już mi lepiej. Z góry przepraszam, jeżeli kogoś chcący-niechcący obraziłam.
Miłego wieczoru!

wtorek, 30 grudnia 2014

Na zakończenie starego roku - FEMINISTYCZNIE czyli "JEDYNA PŁEĆ" Katrine Kielos





W okresie świątecznym zaczytana byłam w „Jedynej płci” Katrine Kielos. Podtytuł brzmi: „O tym, dlaczego prześladuje cię homo oeconomicus i jak niszczy twoje życie, nie mówiąc już o światowej gospodarce”. Jest to oczywiście książka feministyczna. Zwraca uwagę na to, że w naukach ekonomicznych kobiety nadal nie mają pełnoprawnego miejsca, nie ma w ekonomii podejścia z punktu widzenia kobiety i jej potrzeb.
Homo oeconomicus to mężczyzna. Kobieta nie wpisuje się w to pojęcie. Dlaczego? Po prostu, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Pewne bariery (głównie świadomościowe) są dla mężczyzn nie do pokonania. A tak bliżej: odpowiedź znajdziecie w książce Kielos. Wszelkim wrogom feminizmu od razu zaznaczam, że nie jest to książka agresywna i napastliwa. Uważam, że autorka porusza bardzo ważne kwestie, z tymże ja już o tym wszystkim wiem.
Dlatego książkę oczywiście polecam, ale… mężczyznom. No i może ewentualnie kobietom, ale albo takim, które są uodpornione na czytanie o nierównościach płci (ja osobiście zawsze dostaję palpitacji serca) albo takim, które uważają, że coś takiego jak dyskryminacja kobiet ze względu na płeć nie istnieje. Zwłaszcza (z góry przepraszam za tę dygresję), że jakiś czas temu ostro się wkurzyłam na post blogerki, którą od czasu do czasu czytam (i uważam, że ma bardzo lekkie pióro, często jest zabawna i przy tym podchodzi z dystansem do wielu spraw). Zresztą do rzeczy; przeczytałam mianowicie, że dyskryminacja płci nie istnieje. Co prawda faceci mogą sikać na stojąco, są silniejsi i trudniej ich zgwałcić, ale za to kobiety mogą nosić i spodnie, i sukienkę, kobietom testosteron nie zalewa mózgu, itp. Makabra, jak można wypisywać takie rzeczy w XXI wieku. Przepraszam oczywiście, jeśli nie zrozumiałam ironii (jeżeli post miał takową zakładać), ale dla mnie są to zbyt ważne sprawy, żeby sobie z nich żartować. Pomimo, iż raczej nie piszę komentarzy, tym razem nawet się zmusiłam. Jednak jak się okazało, że muszę przebrnąć przez zapisywanie się znowu do jakichś grup dyskusyjnych, logować niewiadomo gdzie - zrezygnowałam. Wolałam więc swój żal wylać w swojej przestrzeni przy adekwatnej do tego książce.
Czytajcie więc! Udanej nocy sylwestrowej! Pozdrawiam :)