Pokazywanie postów oznaczonych etykietą proza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą proza. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 18 listopada 2014

"Ostatnie dni dyktatorów" przedstawiają Diane Ducret i Emmanuel Hecht




Niedzielny wieczór spędziłam oczywiście z kawą i bardzo przystępnie napisaną książką. „Ostatnie dni dyktatorów” przybliżają nam jak doszli do władzy, jak żyli i rzecz jasna, jak opuszczali ten nieszczęsny padół najwięksi tyrani współczesnego świata.
Mamy więc bardziej znane twarze: Stalina, Hitlera, Breżniewa, Mussoliniego, Pol Pota, Mao,  mniej znane: Ibn Alego, Noriegi, Tita, czy też znane tylko nielicznym: Idi Amin Dady, Trujillo, Marcosa czy Huariego Bumediena.

Z ciekawostek: 
- niektóre ze śmierci były inicjowane przez rząd USA albo przez tenże rząd aprobowane,  
- Stalin, który zmarł w konsekwencji wylewu, umierał przez wiele godzin pozostawiony bez pomocy medycznej, bo jego „gwardia” bała się podjąć decyzję w kwestii wezwania lekarza,
- Idi Amin Dada (którego wspaniale zagrał Forest Whitaker w „Ostatnim królu Szkocji”) po swoich bestialskich rządach umarł w spokoju, otoczony niezliczonymi bogactwami w Arabii Saudyjskiej.



Lektura lekka, łatwa i przyjemna – nawet biorąc pod uwagę, że autorzy podjęli temat, bądź co bądź, śmierci. Polecam na baaardzo długi wieczór. 

P.S. Diane Ducret, współautorka książki, to autorka bestsellerów "Kobiety dyktatorów" i "Kobiety dyktatorów 2". 

piątek, 14 listopada 2014

Spring november ends... + "Nocne zwierzęta" Patrycji Pustkowiak



Przepiękny wiosenny listopad tegorocznej jesieni mija powoli, bezpowrotnie… Dzięki temu jednak mam odrobinę wolnego czasu, żeby posiedzieć na sofie (zauważyliście, że nikt już nie mówi kanapa czy wersalka, a już broń Boże tapczan, teraz mamy sofy, szezlongi, pufy – taka mała dygresja) i podzielić się z Wami kolejnymi książkami. Będzie zatem o tych przeczytanych, oczekujących oraz nowościach, o których głośno w mediach wszelkiej maści.
Najpierw jednak taka mała refleksja.
Wszędzie, gdzie ostatnio mnie mój wzrok – i klawiatura – poniesie, słyszę, że każdy „piszący” (czyli pisarz, dziennikarz, bloger – swoją drogą mój Word nie zna takiego wyrazu, czy też początkujący pisarz…. i jak wyżej) powinien każdy dzionek zaczynać od pisania, przerywać dla pisania bądź kończyć pisaniem. A więc (wiem: zdania nie zaczynamy od „a więc”, ale cóż…tak już mam) ja też tak postanowiłam i od paru dni nawet mi się udaje. Efekty – już niedługo na blogu.


A dzisiaj: wreszcie recenzja „Nocnych zwierząt” Patrycji Pustkowiak. Echa finału Nagrody Nike już dawno przebrzmiały, a ja dopiero teraz zdecydowałam się napisać coś niecoś o finalistce Nike.
Od razu zaznaczę, że przed przeczytaniem spotkałam się tylko z pochlebnymi, a co najmniej aprobującymi opiniami o debiucie literackim Pustkowiak. Wymagania wzrosły, napięcie sięgnęło zenitu (a może raczej sufitu:) i... opadło tak szybko, jak się wzbiło. Książka nie odzwierciedliła jakże szumnych recenzji i zapowiedzi. Okazała się zbiorem średnio ciekawych alkoholowo-narkotykowych perypetii i wizji Tamary Mortus – bohaterki książki – z kilku dni czy też jednego weekendu. Tamara nie ma pracy, nie ma partnera, nie ma rodziny, nie ma przyjaciół. Ale ma whisky, wino, piwo, koks, telefon do dilera, znienawidzonych byłych współpracowników z korpo, filmy porno wieczorami, obleśnych przyjaciół od kieliszka i wciągania kreski, etc. Co zadziwiające Tamara nie ma pracy, ale ma pieniądze na koks, whisky i jak wyżej, nie mieszka pod mostem ani w mieszkaniu socjalnym, odwiedza nie-tanie nocne kluby. Dla mnie taki dysonans już psuje całą opowieść i zaczynam się zastanawiać, co autor miał na myśli. Ten dysonans pozostaje ze mną aż do zakończenia, które swoją drogą jest tak absurdalne, jak tylko to możliwe – kusi mnie, żeby zdradzić, co tam Tamara nawywijała i co jej nawywijano, ale może ktoś nie przeczytał, a chce, tak więc, no…. Podsumowanie.
Na okładce książki zacytowano Justynę Bargielską, która pompatycznie ogłosiła, że „Nocne zwierzęta” to wersja „Pod wulkanem” dla kobiet. Po pierwsze nie rozumiem, dlaczego „Pod wulkanem” M. Lowry’ego jest nie dla kobiet, ale to już inna historia. Po drugie „Pod wulkanem” to powieść niejako symboliczna, to książka nie tylko o alkoholizmie, ale też o miłości, o nastrojach wojennych (wojna domowa w Hiszpanii, za chwilę II wojna światowa), wolności i jej granicach. Tego próżno szukać u Pustkowiak. Nie wiem, do jakiej grupy książkę zaklasyfikować. Czytałam już oczywiście wszelkiego rodzaju epickie formy z alkoholem, narkotykami i uzależnieniami w tle. Szczerze - średnio przepadam za tego typu „wnętrzem” książek, ale jeżeli jest to uzasadnione i ma jakieś przynajmniej pseudo-uzasadnienie to w porządku. Gorzej jeżeli nie wiem, czemu służą takie tematy. Może „Nocne zwierzęta” to po prostu swego rodzaju naturalistyczna satyra na życie „warszawki”, „korpo”, życia dla samego siebie, taki wiecie - pamflet. Przykro mi, może nie zrozumiałam aluzji.

Debiut Pustkowiak ani ziębi, ani grzeje. Przeczytanie nie grozi jednak kacem.

wtorek, 14 października 2014

"Niebko"



„Niebko” Brygidy Helbig to opowieść Marzeny o swojej rodzinie, jej korzeniach i historii, która wplątała ją w swoją sieć. Nie jest to klasyczna saga rodzinna, jak nieustannie powtarza większość Google’owej wspólnoty.  Jeżeli ktoś poszukuje sagi  - proszę bardzo, znalazłam – „Saga rodu Forsyte’ów”.
„Niebko” to nie tylko historia rodziny o polsko-kresowo-niemieckich korzeniach, ale sprawa o poszukiwaniu własnej tożsamości,  o wychowaniu, o zagubieniu, o zmianach społeczno-światopoglądowych.
Przed przeczytaniem nie wiedziałam czym jest tytułowe „niebko”, chociaż miałam oczywiście pewne wyobrażenie. Okazuje się, że „niebko” jest tym, czego się spodziewałam nie w sensie dosłownym, ale w alegorycznym już tak. „Niebko” jest metaforą  raju, może raju utraconego, może raju nieodnalezionego, a może raju poszukiwanego. Na pewno każdy z nas potrafi odnaleźć w zakamarkach swojej pamięci jakieś wspomnienie z dzieciństwa… wspomnienie szczęśliwe… może trochę nieprawdziwe, może trochę wymyślone… ale takie, które trzyma nas w ryzach w najtrudniejszych chwilach. Mam takie wrażenie, że bohaterka „Niebka” właśnie na tym wspomnieniu oparła historię poszukiwania własnego ja i że to wspomnienie „niebka” i nieustannie słyszalne echa dzieciństwa spowodowały chęć poznania dziejów własnej rodziny. Ważne są książki, które nie tylko opowiadają o losach stworzonych przez pisarza bohaterów, ale takie, które można czytać na różne sposoby, przez pryzmat kraju, w którym żyjemy, historii – naszej, Twojej, mojej, mechanizmów, które jak w zegarku kierują losem pokoleń.
Polecam i tym, którzy wciąż poszukują, i tym, którzy już odnaleźli.

poniedziałek, 1 września 2014

Mistrzowskie pisarskie "rozdanie" Myśliwskiego



Kolejna recenzja nominowanej do Nike. Od razu zaznaczam, że najlepiej czytać nad jeziorkiem, na trawce, w przytulnej kawiarence…. z pyszną kawą obok. Lato powolutku nam mija, ale przed nami polska złota jesień, więc okoliczności przyrody na pewno będą sprzyjające czytaniu, czytaniu, czytaniu….
No, ale do rzeczy!
„Ostatnie rozdanie”. Brzmi, jak tytuł kolejnej powieści kryminalnej, a tu jednak niespodzianka. Wydawca zapewnia czytelników, że jest to w istocie „prozatorskie arcydzieło, na które czekaliśmy kilka lat”. Ponadto na okładce zachęcająco podano: „dzieło totalne, które chce objąć całość ludzkiego doświadczenia…”. Ja chętnie sięgnęłam po tę książkę z dwóch powodów. Po pierwsze: nominacja Nike, po drugie: „Traktat o łuskaniu fasoli” – czyli poprzednia – boska- książka Myśliwskiego (swoją drogą zdobyła ona Nike w 2007 r.).
„Książki (…) to jedyny ratunek, żeby człowiek nie zapomniał, że jest człowiekiem”. Bohater „Traktatu o łuskaniu fasoli” trafił tymi słowami w dziesiątkę. Dotyczy to zwłaszcza książek, które w prosty sposób dotykają naszego człowieczeństwa. Podsumowując życie człowieka pomagają nam w życiu przezwyciężać nasze słabości, pomagają zrozumieć napotykające nas trudności i niespodziewane szczęścia.
Nie wiem, czy Wy też tak macie, ale ja bardzo często czerpię z książek pomysły na moje życiowe problemy i rozterki. Różnie z tym później bywa, ale przynajmniej jest to niezwykle wzbogacające. Tyczy się to również „Ostatniego rozdania”. Po przeczytaniu powieści pojawia się refleksja, czy prowadzę swoje życie we właściwym kierunku, czy aby na pewno zwracam uwagę na to, co najważniejsze, czy potrafię się cieszyć z każdego dobra, czy chcę zmienić swoje życie na lepsze, a przede wszystkim czy mogę w sposób niewidoczny  sprawić, że inni poczują się lepiej. Myślę, że to najlepsza rekomendacja książki, jaką mogłam napisać. Po co wszakże są książki? Wolter napisał: "Z książkami jest tak, jak z ludźmi: bardzo niewielu ma dla nas ogromne znaczenie. Reszta po prostu ginie w tłumie". Ażeby zachęcić Was do jej przeczytania, a nie zdradzić za dużo – główny bohater dokonuje pewnego rodzaju bilansu swojego życia, dotykając przy tym odwiecznego problemu – po co żyjemy? Myśliwski zwraca uwagę na problemy, którymi literatura zajmuje się od wieków… miłość, samotność, pamięć, „gra o siebie i o życie”…
Ostatnie pisarskie rozdanie Myśliwskiego jest po prostu mistrzowskie [sic!]. Polecam pragnącym zachłysnąć się życiem w każdym wymiarze…. Ostrzegam jednak (głosem bohatera „Ostatniego rozdania”), że „nie powinno się niektórych książek czytać w zbyt młodym wieku bo niewiele się z nich rozumie”. Po przeczytaniu zalecam zatem odłożyć do biblioteczki i poczekać parę lat, by na nowo odkrywać życie.