czwartek, 14 sierpnia 2014

NAGRODA LITERACKA NIKE + MAŁGORZATA REJMER "BUKARESZT.KURZ I KREW"



Tym razem krótki post dotyczący Nagrody Literackiej Nike. Na początku września poznamy 7 finalistów nagrody, a na początku października poznamy laureata. 




Odkąd pamiętam z wypiekami na twarzy oczekiwałam na decyzję o laureacie. Tak dla przypomnienia, w tamtym roku laureatką nagrody została Joanna Bator. Moim zdaniem, bardzo zasłużenie, „Ciemno, prawie noc” to powieść, którą pochłonęłam w dwa dni. Jest w niej wszystko to co lubię: ciekawy język, dolny Śląsk, wojna i okres powojenny, historia Ziem Odzyskanych, kwestie polsko-niemieckie, wspaniały psychologiczny portret bohaterów, kobieta, jako główna bohaterka, poszukiwanie własnej tożsamości, wartka akcja oraz oczywiście wątki kryminalne. Dodam jeszcze tylko, że Szczepan Twardoch i jego „Morfina”*, która także była nominowana w tamtym roku, jest równie dobra.

*Recenzja „Morfiny” oraz poprzedniej powieści Sz. Twardocha „Wieczny Grunwald” już wkrótce na blogu. 

W tym roku w kolejce do nagrody stoją m.in.:
- za powieści: Justyna Bargielska „Małe lisy”, Brygida Helbig „Niebko”, Wiesław Myśliwski „Ostatnie rozdanie”, Jerzy Pilch „Wiele demonów”,  Patrycja Pustkowiak „Nocne zwierzęta”,
- za reportaż: Małgorzata Rejmer „Bukareszt. Kurz i krew”.

Wymienione wyżej książki to te, które już przeczytałam albo mam zamiar to zrobić z uwagi np. na zachęcające opisy wydawców. 

·         Justyna Bargielska „Małe lisy” – „Obsoletki” Bargielskiej były zachwycające i mam nadzieję, że tak będzie też z „lisami”,
·    Brygida Helbig „Niebko” – pozycja przygotowana do przeczytania, bo: kwestie polsko-niemieckie, motyw chęci spisania rodzinnej sagi, odkrywanie własnej tożsamości, poza tym: podoba mi się okładka książki,
·         Wiesław Myśliwski „Ostatnie rozdanie” – przeczytałam, wkrótce recenzja,
·         Jerzy Pilch „Wiele demonów” - przeczytałam, wkrótce recenzja,
·        Patrycja Pustkowiak „Nocne zwierzęta” - pozycja przygotowana do przeczytania, bo: znowu podoba mi się okładka, lubię debiuty powieściowe za ich świeżość i naturalność, w Internecie natknęłam się na bardzo dużo złych komentarzy, a że lubię takie komentarze weryfikować sama, książka znalazła się na mojej liści do przeczytania, 
·      Małgorzata Rejmer „Bukareszt. Kurz i krew” – świetna książka pod każdym względem, o czym poniżej………

Uwielbiam Hertę Müller, historie o Transylwanii i Wladzie Palowniku oraz historię powojenną bloku wschodniego, a więc przyszedł czas żeby dowiedzieć się czegoś więcej o stolicy krainy Karpat i Drakuli.

Reportaż Małgorzaty Rejmer przede wszystkim pokazuje prawdziwą fascynację autorki Bukaresztem, miastem rządzonym obecnie przez bezpańskie psy, miastem, gdzie czasy dawnej świetności (przed wojną stolica Rumunii porównywana była do Paryża) mieszają się nieustannie z duchem Ceausescu. Najbardziej, może dlatego, że jestem kobietą i matką, uderzyła mnie historia tzw. „dzieci z dekretu” . Oczywiście wcześniej już o tym słyszałam, ale Rejmer przedstawiła prawdziwe historie kobiet z tamtych brutalnych czasów oraz historie dzieci, które zostały zmuszone, aby się narodzić w reżimie Ceausescu, w kraju ludzi głodnych, zmarzniętych i wszech-inwigilowanych. To właśnie opowieści ludzi, z którymi Rejmer rozmawiała, tworzą tajemniczą aurę wokół Bukaresztu. I chociaż jest to aura brzydoty  i niezgrabności Bukaresztu to myślę, że wielu z was zachwyci Bukareszt przedstawiony w książce. Miasto nieufne, brzydkie, ale w swej brzydocie piękne i eklektyczne… niezapomniane.