czwartek, 5 marca 2015

KRYMINAŁ MADE IN POLAND + M. Wroński "Kino Venus" i "A na imię jej będzie Aniela"

Jakież było moje zdziwienie, gdy w miesięczniku traktującym o biznesie i rynkach finansowych znalazłam artykuł dotyczący polskich kryminałów.



Marcowy FORBES przedstawia "Kryminalistki", czyli kobiety szturmujące polski rynek kryminałów.


W drugiej odsłonie Forbes poleca cykl książek Marcina Wrońskiego o komisarzu Maciejewskim.


Pomijając fakt, że dziwnie się czyta tego typu artykuły w Forbesie, to mimo wszystko okazało się, że nie są one takie złe.

Pierwszy artykuł opisuje drogę do pisarstwa kryminalnego polskich królowych tego gatunku: Katarzyny Bondy, Gai Grzegorzewskiej, Joanny Jodełki, Marty Zaborowskiej i Marty Miziuro. O dwóch pierwszych słyszałam, żadnej książki wyżej wymienionych jednak nie przeczytałam. 
Wracając jednak do tematu: drogi następczyń Agathy Christie są różne. Bonda była dziennikarką "Expressu wieczornego" i sprawozdawcą z rozpraw sądowych. Dlatego jej książki to nie tylko sama fabuła i intryga, ale również konkretna wiedza z zakresu kryminalistyki. Jodełka była menedżerką w restauracji, gdy nagle postanowiła pisać. Zaborowska podobnie, w przerwie między pracą w międzynarodowej korporacji i czytaniem szwedzkich kryminałów, zapisała się na kurs pisania i...napisała. Miziuro z krytyczki literackiej stała się pisarką. Grzegorzewska, jeszcze jako studentka filmoznawstwa, jadąc na rowerze doznała olśnienia, a właściwie wizji, mordercy z kosą...  i tak powstał "Żniwiarz". 
Muszę się przyznać, że artykuł zachęcił mnie do sięgnięcia po książki Polek. Mam nadzieję, że obietnica dobrej intrygi, elementów psychologicznych i pełnokrwistych postaci, zostanie dotrzymana.

Artykulik o Zydze Maciejewskim w zasadzie nie dostarczył mi żadnych nowych informacji, znalazłam za to pewne drobne nieścisłości. Informacja, że Zyga zna jidysz jest prawdziwa, należałoby jednak dodać, że zna go tylko tyle o ile - po prostu, żeby się dogadać. Z kolei zdanie "walczył z bolszewikami w 1920 r. i znienawidził armię" sugeruje, że wojsko obrzydło mu przez bolszewików. No nie do końca, powodem był raczej jeden z dowódców i pewne wydarzenia opisane w pierwszej książce o Zydze. Tyle.

A skoro jesteśmy już przy Wrońskiem... Ostatnio odrobinę skrytykowałam "Morderstwo pod cenzurą". W międzyczasie przeczytałam kolejne dwie książki o wspomnianym komisarzu z lubelskiego wydziału śledczego: "Kino Venus" i "A na imię jej będzie Aniela". 


Z książki na książkę coraz lepiej się czyta. Regularne ćwiczenia, jak widać, czynią mistrza, również w literaturze. 
"Kino Venus" prowadzi nas przez czasy kryzysu. W 1931 r. w wyniku pewnych przetasowań kadrowych w lubelskiej policji Zyga Maciejewski trafia do służby mundurowej. Nie chroni go to jednak przed przestępstwem. Mamy więc oczywiście morderstwo, ale również prostytucję, handel żywym towarem na skalę międzynarodową, pornografię (nawet filmową). A w życiu prywatnym naszego komisarza - zmiany, zmiany, zmiany. Jego przyjaciółka z pierwszej książki, Róża, odchodzi na dalszy plan, pojawia się za to tajemnicza Lilli Byoros - rzekomo wyrwana z łap handlarzy kobietami. 
W trzeciej części o Maciejewskim "A na imię jej będzie Aniela", komisarz decyduje się przystąpić do szeregów Kripo (policja kryminalna w Generalnym Gubernatorstwie), żeby (banał:)) dorwać seryjnego mordercę. Cały Lublin uważa Maciejewskiego za konfidenta, współmieszkańcy nie wiedzą jednak wszystkiego...oprócz poszukiwań zwyrodnialca Maciejewski "czyni dobro". Oprócz samej intrygi uderzające opisy typowo wojenne: życie codzienne (każdy radzi sobie, jak może), getto żydowskie ("tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono"), bombardowania, wejście wojsk sowieckich, etc. Taki świat wciąga...Tym razem polecam w całej rozciągłości. I już nie mogę się doczekać kolejnych: "Skrzydlatej trumny" i "Pogromu w przyszły wtorek", za którą to część Wroński otrzymał w tamtym roku Nagrodę Wielkiego Kalibru.


Dobranoc:)