piątek, 20 listopada 2015

"LOVE x STYLE x LIFE" Garance Doré - MUST HAVE???



Garance Doré to czołowa francuska (pochodzi z Korsyki) ilustratorka (fotografować też potrafi), prowadząca bloga modowo-lifestyle'owego. Poczytuję go od czasu do czasu, głównie ze względu na świetną estetykę, piękne zdjęcia, dowcipny styl pisania. O tym, że ktoś taki w ogóle istnieje, dowiedziałam się przeglądając blog Scotta Schumanna - znanego, jako The Sartorialist (swoją drogą jej byłego partnera). Garance cenię za niewymuszony, francuski szyk i to, że zawsze wygląda świetnie (nawet w pozornie niedbale dobranych ciuchach). I tyle. 


Aż tu nagle modowym (i blogerskim) światem zatrzęsła wiadomość, że jedna z najsłynniejszych światowych blogerek napisała książkę o "wiele-mówiącym" tytule "Love, Style, Life". Chociaż zaznaczam, że "napisała" to stanowczo za duże słowo. Wiem, że się narażam, ale muszę to napisać. Ta książka nie jest o stylu, nie jest o życiu i nie jest o miłości. Tak naprawdę to zbiór blogerskich postów plus zdjęcia i ilustracje, które w większości widziałam wcześniej. Książka jest taką jakby biografią Garance z fragmentami o życiu w NY, o różnicach życia w Paryżu i NY, o elementach francuskiego stylu z poradami miłosnymi i quasimotywacyjnymi w gratisie. Wielkie motta na stronę albo dwie w stylu "Każdy zasługuje na szacunek i na "cześć, co słychać?", "Zresztą i tak wszyscy wyglądamy lepiej kiedy się uśmiechamy" albo "Nikt idealny nie jest fajny, a nikt fajny nie jest idealny" - na dokładkę. 
Ale po kolei. Na pierwszych stronach mamy życiorys Garance w pigułce, po czym płynnie przechodzimy do pytań, które pomogą na odpowiedzieć, jak odnaleźć własny styl. Parę stron o sekretach Francuzek, o Zarze (OMG!), garderobianych must-have'ach. Potem porady dotyczące imprezowania, nowojorskiego i paryskiego stylu życia i takie tam. No i wreszcie mamy LOVE. Czyli, jak odróżnić przyjaciółkę od koleżanki plus faceci Garance w telegraficznym skrócie, łącznie z informacjami, których pewnie oni nie chcieliby przeczytać. No i sorry, ale Twoja miłosna historia niestety nie urzekła mnie, Garance. Sorry, sorry, sorry, ale część o "miłości" jest napisana tak infantylnie, że miałam wrażenie, że czytam pamiętnik nastolatki.
Teraz jakieś pozytywne strony "Love, Style, Life": estetycznie - piątka z plusem, ładna okładka, ładny papier, graficznie - super. Także ten... to wszystko.



PODSUMOWUJĄC:
Blog - tak. Fotografowanie - tak. Ilustrowanie - zdecydowanie tak. Książka - nie. Wiem, że dla wielu wyznawczyń książka Garance będzie hitem dekady. U mnie nie znajdzie się nawet w pierwszej dziesiątce tego roku. Żalu nie mam, bo nie spodziewałam się czegoś szczególnego. Tyle tylko, że w przypadku książki za 54,90 zł wypada podnieść poprzeczkę. A tu mamy po prostu blog Garance w pigułce (i to w gorszej wersji). Nie mówię, że to źle, ja po prostu nieodpowiednio zainwestowałam pieniądze, kupując "Love, Style, Life" (a i tak kupiłam ją z 30 % rabatem). Chciałam ładnie wydaną książkę to mam - tylko tyle. A o francuskim szyku nie dowiedziałam się niczego, czego bym nie wiedziała. 
No to koniec tych "ochów" i "achów" :)
Polecam książkę, jako ładny prezent mikołajkowo-gwiazdkowy - dla fanów (albo raczej wyznawców) Garance, którzy nie lubią tekstu przekraczającego sto stron albo dla nastolatek :)

Udanego weekendu!