środa, 29 lipca 2015

GUILTY PLEASURES

źródło
Przedwczoraj na "jedynce" (TVP1) zakończyła się emisja serii filmów o Markizie Angelice. "Angelika i sułtan" już za nami, a mi przyszło do głowy, że oprócz męża (który mnie oczywiście wyśmiewa) to nikomu się nie przyznałam, że lipcowe poniedziałki spędzałam z Michele Mercier i jej Angeliką. Po krótkim namyśle postanowiłam wyjawić Wam swoją listę "guilty pleasures"*. Czy jest się czego wstydzić? Oceńcie sami:)

1. Cykl filmów o Markizie Angelice spełnia wszelkie wymagania kiczowatego historycznego melodramatu. Mimo to uwielbiam je. Piękne kostiumy, piękne wnętrza, piękne miejsca.
źródło
2. Seria filmów o Sissi, Cesarzowej Austrii, z lat 50. Oglądam z tych samych względów. Poza tym...Romy Schneider... i ta biżuteria, i te suknie, i te włosy :)
źródło
3. Książki i filmy o Harrym Potterze - ja co prawda uważam, że nie ma się czego wstydzić, są jednak tacy, którzy tak uważają, więc również umieszczam. 
źródło
4. W okresie okołobożonarodzeniowym namiętnie słucham "Last Christmas" Wham. Siara, wiem. 
5. W liceum oglądałam Magdę M. i jak ostatnio puścili gdzieś powtórki, to nie mogłam się oprzeć:) Zdarza mi się też oglądać Beverly Hills 90210, Jezioro marzeń, Brzydulę, itd.
6. Ukradkiem przeglądam się w witrynach sklepowych. Ale tylko, jeżeli wiem, że dobrze wyglądam ;)
7. W samochodzie śpiewam (muszę tylko pamiętać, żeby nie otwierać szyb, gdy stoję w korku) i...nieustannie przeklinam. Na wszystko i wszystkim. Bo rowerzysta omija studzienki kanalizacyjne. Bo panie stoją przed pasami, ale nie mogą się zdecydować "przejść czy nie przejść". Bo ktoś ma najnowsze BWM, a nie potrafi przekroczyć 80 km/h (żeby nie było - w niezabudowanym). A tego, że ktoś non stop hamuje mi przed nosem, to już w ogóle nie wybaczam. Bo ja takim po prostu super kierowcą jestem i nikt mi do pięt nie dorasta.

Listę kończę na szczęśliwej siódemce. Może Wy dodacie coś ze swoich guilty pleasures?

A tak poza tym to życzę miłego dnia! I zróbcie dziś coś obciachowego:)


*Dla tych, którzy nie kojarzą zwrotu "guilty pleasures" wyjaśniam, że są to przyjemności - książki, filmy, muzyka, nasze nawyki czy przyzwyczajenia - o których wiemy, że są tandetne, kiczowate, dziecinne, czy po prostu wstydliwe, ale tak bardzo je lubimy, że nie możemy się oprzeć. Krótko mówiąc: czytamy, oglądamy, słuchamy pomimo ryzyka wyśmiania przez innych.
 
P.S. Polecam stary artykuł z New Yorkera o guilty pleasure właśnie. Znajdziecie go tutaj.