poniedziałek, 27 lipca 2015

"OSKARŻAM AUSCHWITZ" MIKOŁAJA GRYNBERGA - GŁOS DRUGIEGO POKOLENIA


Zawsze sobie obiecuję, że napiszę recenzję zaraz po przeczytaniu. Tak, żeby żadne ważne spostrzeżenia mi nie umknęły. W przypadku "Oskarżam Auschwitz" może i dobrze się stało, że od przeczytania minęło trochę czasu. Mogę się z Wami podzielić tylko tym, co najważniejsze. 
Mikołaj Grynberg, psycholog, fotograf, pisarz, od dawna zajmuje się problematyką żydowską. Wcześniej stworzył m.in. portrety ludzi odwiedzających Auschwitz, sfotografował architekturę obozu, a także przeprowadził rozmowy z osobami spotkanymi na terenie obozu - z tego powstała przestrzenna instalacja dźwiękowa. Projekt ten nazwał Auschwitz- co ja tu robię? - dalsze informacje możecie znaleźć tutaj
Grynberg, urodził się w 1966 r., a zatem wojna, jako taka, powinna mu być całkowicie obca. Niestety wojna i Holokaust naznaczyły życie pisarza w sposób szczególny. Hitler zaplanował bowiem, że w ogóle nie powinien przyjść na świat. Dziadkowie i rodzice pisarza przetrwali jednak wojnę. Wbrew Hitlerowi i jego poplecznikom - Mikołaj Grynberg żyje. Żyje i jest głosem drugiego pokolenia Auschwitz. Doświadczenia rodzinne wpłynęły na jego życie i dalej będą wpływać na życie jego dzieci, ich dzieci, dzieci ich dzieci i tak dalej.
Nazistom nie udało się w pełni zrealizować planu eksterminacji wielkiego narodu. Obozy wyzwolono. Cóż jednak z tego, skoro wyzwolenie nie uwolniło dusz udręczonych i zmaltretowanych więźniów. Nikomu nie było dane zapomnieć, wyswobodzić się ze wspomnień. 
"Oskarżam Auschwitz" to zapis rozmów Mikołaja Grynberga, syna ocalałych z Zagłady, z dziećmi ofiar Holokaustu. Rozmowy z tymi, których miało nie być, pokazują, jak bardzo widoczne piętno zostało wypalone w sercach ocalałych. Wyswobodzeni z piekła obozów zakładali rodziny, budowali domy. Wiązali się z podobnymi sobie albo wręcz przeciwnie, szukali partnerów nieskalanych okropieństwami Holokaustu. Starali się zapomnieć, wymazać z pamięci. Nie udało się. Pokolenie, które miało się nigdy nie narodzić w większości nie zaznało bezwarunkowej miłości rodziców. Ci ludzie doświadczyli tyle zła, że nie byli w stanie stworzyć prawidłowych wzorców dla swoich dzieci. Starali się ich obronić przed złem nie rozmawiając, nie opowiadając, nie rozdrapując ran. Zamykając się w sobie, wstydząc się swoich doświadczeń, skazali swoje dzieci na dzieciństwo niedomówień, zakazów, milczenia, wszechogarniającej ciszy. Upływ czasu nie wyleczył wszystkich ran, a wiele z nich przeniosło się na kolejne pokolenie. Groza wojny zatruła następnych. W tym sensie Hitler i jemu podobni niestety wygrali. 

W poszukiwaniu osób chętnych do rozmowy Grynberg dotarł do Stanów Zjednoczonych, Izraela, niektórych spotkał w Polsce. W rozmowach czuje się, że wielu z nich niełatwo było namówić do zwierzeń. Grynberg okazał się jednak dobrym słuchaczem. Nikogo nie zmusza, nie ponagla, rozumie, że ktoś powie tylko tyle, ile pozwala mu sumienie. Pisarz wplata w rozmowy swoją historię, swoją pamięć. Pamięć przodków, którzy przeżyli piekło. 
Najbardziej uderzające w tych rodzinnych opowieściach jest to, że ocaleni (w większości) tak bardzo chcieli zapomnieć i uchronić bliskich przed pamiętaniem, że niechcący wyrządzili im jeszcze większą krzywdę. W wielu historiach powtarza się motyw, że atmosfera w rodzinie została oczyszczona dopiero, gdy ocaleni zdecydowali się podzielić swoimi wspomnieniami.
Książka niełatwa, ale godna polecenia. Jedyny minus to wstęp - przydługi i niedostosowany do treści, jaką są bardzo osobiste zwierzenia dzieci ocalałych. Prolog stanowi połączenie notki historycznej z elementami socjologicznymi i danymi statystycznymi. Jeżeli w ogóle powinien się znaleźć w książce, to na końcu - tylko dla zainteresowanych. Mi niestety zepsuł początkowe czytanie. Na szczęście historie opowiadane w książce wciągnęły mnie na tyle, że zapomniałam o kiepskim wprowadzeniu. Polecam!
Dobranoc :)