piątek, 3 czerwca 2016

"PASAŻER 23" SEBASTIAN FITZEK

Brawa za reklamę i dobre chwyty marketingowe wydawcy, bo nawet ja dałam się nabrać. Dobry marketing plus pozytywne recenzje spowodowały, że zakupiłam książkę niemieckiego pisarza Sebastiana Fitzka (świetna odmiana nazwiska). "Pasażer 23" zamiast najbardziej przerażającym thrillerem od czasu "Milczenia owiec", okazał się być po prostu nie całkiem złym thrillerem na podróż pociągiem.
Martin Schwartz, policjant i psycholog, często działający pod przykrywką i wcielający się w rolę różnej maści psycholi i dewiantów, po dziwnym telefonie pewnej staruszki rusza na rejs przez Atlantyk słynnym wycieczkowcem "Sułtanem Mórz", żeby wyjaśnić śmierć żony i synka. Rzekome samobójstwo miało miejsce na tym właśnie statku przed pięcioma laty. Jak się okazuje "Sułtan Mórz" słynie z samobójstw i tajemniczych zniknięć, jak również z ich tuszowania z obawy przed mediami i utratą klientów. Na statku okazuje się, że jedno z tajemniczo zaginionych dzieci się odnalazło, błąkając po "Sułtanie", a w rękach trzymało dawną zabawkę Timmy'ego, synka naszego cudownego detektywa. Co Anouk robiła przez dwa miesiące, dlaczego nic nie mówi, kto ją porwał? No i co z Timmym? Mr Schwartz ma tak niesamowite szczęście, że właściwie bez trudu podąża po nitce do kłębka i już... A to, czego nie uda mu się wyjaśnić na statku, wyjaśni się po powrocie do Niemiec na skutek cudownego olśnienia. Interesujące? Średnio. Napięcie trzymało mnie gdzieś do setnej strony, po czym już tak mi się nie chciało czytać, że miałam ochotę przejść dwieście stron dalej i zakończyć podróż do Nowego Jorku jak najszybciej. Właściwie, gdyby nie miejsce, czyli Titanic naszych czasów, to książka jest stosunkowo nudna. Brak zwrotów akcji, bohaterowie: zbiorowisko pedofili, innych dewiantów i rzekomych naprawiaczy świata. I dlaczego nasz detektyw znowu musi mieć duży nos?! WTF? Czy policjant nie może chociaż raz być przystojny? Wiem, że główny bohater thrillerów powinien być charakterystyczny, ale może wypadałoby się trochę wysilić. To już wolę białe włosy prokuratora Szackiego z trylogii Miłoszewskiego.

Czas na podsumowanie. Z Niemców zdecydowanie wolę Charlotte Link. Niestety po kolejny niesamowicie przerażający thriller Fitzka nie sięgnę. Wspomniałam o Link - polecam więc jej najnowszy, całkiem przyzwoity thriller "Złudzenie" - wciągający, z lepszą intrygą, lepiej skonstruowanymi bohaterami i przyjemnymi okolicznościami przyrody.

Może macie inne zdanie i jednak wolicie Fitzka? Podzielcie się swoimi opiniami:)
Miłego czytania :)