wtorek, 27 października 2015

"1945 WOJNA I POKÓJ" MAGDALENA GRZEBAŁKOWSKA

"1945. Wojna i pokój" Magdaleny Grzebałkowskiej to fascynujący reportaż po roku przełomowym w historii Polski. Jeszcze wojna, a już pokój, chciałoby się powiedzieć. A może: jeszcze nie pokój, a dalej wojna? Wydawca głosi: "już nie wojna i jeszcze nie pokój". Zresztą nie mnie to oceniać. Pisarce też nie. Autorka słusznie bowiem oddała głos ludziom, którzy rok 1945 mają wyryty w duszy i sercu. 
Grzebałkowska wybrała się w podróż po Polsce ledwo co wyzwolonej przez "braterską" Armię Czerwoną i Ziemiach Odzyskanych (bądź "Wyzyskanych", jak mawiał dozorca Popiołek z serialu "Dom"). W jej reportażu swoją opowieść snują zarówno Polacy z Polski granic międzywojennych, jak i "nowi" Polacy, czyli Niemcy, którzy zdecydowali się pozostać w swojej "małej" ojczyźnie". Przesiedleńcy, osadnicy, tutejsi.
Pierwsze na co muszę zwrócić uwagę to estetyka i układ książki. "1945..." zostało wydane po prostu przepięknie. Twarda oprawa, zdjęcia. Ale przede wszystkim układ: kronika miesiąc po miesiącu. Na początku każdego rozdziału zamieszczono ogłoszenia i "newsy" z ówczesnej prasy.
Temat został ujęty pod różnym kątem, ale główny zamysł (moim zdaniem) był w porównaniu tego, jak 1945 r. przetrwały dwie Polski, stara i nowa. Mamy więc Warszawę i Wrocław (Breslau), przesiedleńców zza Buga i autochtonów, żydowskie dzieci czekające na powrót do rodzin i niemieckie dzieci czekające na najgorsze. Pisarka świetnie oddała ducha przełomu: nadziei, optymizmu, radości z zakończenia wojny, odwagi, ufności, ale również żalu, goryczy, strachu przed nowym, lęku przed nieznanym, czasem apatii, obojętności, chęci zemsty. Reportaż Grzebałkowskiej przekazuje nam jednak przede wszystkich prawdę o tym, że nie nam oceniać tamtych czasów, tamtych ludzi, tamtych czynów. 
Nie wszyscy chcieli rozmawiać. To tylko dowód na to, że dzisiaj już nikt nie jest w stanie wyobrazić sobie tamtej rzeczywistości. A co to była za rzeczywistość? Szaber, smród zrujnowanej Warszawy, gwałty i mordy na ludności cywilnej, zemsta na dawnym okupancie, przesiedlenia, korupcja, ucieczka, odbudowa, powrót do życia za wszelką cenę. Polacy znęcający się nad niemieckimi mieszkańcami w łambinowickim obozie, ucieczka przez Zalew Wiślany, która dla wielu oznaczała śmierć w lodowatej wodzie, żydowskie dzieci z otwockiego domu dziecka, które budziły się w nocy z krzykiem na ustach, w drodze do szkoły obrzucane kamieniami przez polskich uczniów, Kresowiacy nie potrafiący odnaleźć się w nowych czasach i w nowych domach.
Nie mogę się zgodzić na zarzuty niektórych o powierzchowne potraktowanie tematu. Grzebałkowska wybrała sobie jedynie malutki wycinek z historii tamtych czasów. I przedstawiła go fenomenalnie zwłaszcza pod względem emocji. Nie jest to zatem typowy reportaż zawierający jedynie fakty, zdjęcia, parę tabelek, może map, może wykresów. Najważniejsze są tutaj relacje międzyludzkie i próba odbudowania zaufania do siebie i do innych. Ja jestem zachwycona. A Wy?