środa, 16 grudnia 2015

"TAJEMNICA DOMU HELCLÓW" MARYLI SZYMICZKOWEJ


Pogoda październikowo-listopadowa, więc i książka w tym klimacie. Bo w książce Maryli Szymiczkowej (postać fikcyjna wymyślona przez Jacka Dehnela i Piotra Tarczyńskiego) najistotniejszą rolę pełni nie intryga, nie samozwańczy detektyw w sukni, tylko XIX-wieczny Kraków (właściwie Kraków u schyłku kolejnego stulecia). I to Kraków zamglony, nieustannie przestraszony deszczem, który ma nadejść. Nie żartuję - z punktu widzenia głównej bohaterki deszcz ma ważkie znaczenie. Jeżeli się rozpada, trzeba będzie zapłacić za kurs fiakrem, a tak można zaoszczędzić parę drobnych.
A co słychać w Krakowie 1893 r. Otwarcie teatru miejskiego, problem wodociągów i kanalizacji, cholera na rogatkach, śmierć i pogrzeb mistrza Matejki, damy prześcigające się w działalności charytatywnej, nieustanne poszukiwania dobrej służącej (która posiada wiedzę, iż frędzle dywanu czesze się widelcem), spotkania "towarzyskie" na sumie w Mariackim... Wyczuwamy już krakowski spleen...
Sama bohaterka, Zofia Szczupaczyńska - przed czterdziestką (a więc na tamte czasy raczej starsza pani) mentalnością niczym pani Dulska, irytująca w swoim usposobieniu, z prowincjonalnymi kompleksami (pochodzi bowiem z Przemyśla) pragnie zająć najwyższe miejsce na podium mieszczańskiej socjety XIX-wiecznego Krakowa. Nie może mieć dzieci, więc "poświęca się" swojemu mężowi i dba o ognisko domowe i towarzyskie oczywiście. Małżeństwo Szczupaczyńskich ujęte zostało bardzo stereotypowo (taki zamysł, a może tak autorom po prostu wyszło?): ona raczej infantylna, wścibska i drobnomieszczańska, jedyne co się liczy to pozycja na mieście, on dobroduszny, dojrzały, inteligentny, niedbający o zaszczyty. 
Bohaterowie drugoplanowi razem z Zofią tworzą prawdziwy galicyjsko-polski kocioł, ze służącą Franciszką i siostrą Alojzą na czele, kończąc na... sprawcy. 
Fabuła? Znika podopieczna Domu Helclów, placówki opiekuńczej ufundowanej w testamencie przez bogate małżeństwo Helclów (w Krakowie faktycznie istnieje od końca XIX wieku Dom Ubogich imienia fundatorów, czyli Ludwika i Anny Helclów). W odnalezieniu jej, niestety martwej, pomaga Szczupaczyńska, która do Domu Helclów zawita z prywatnym interesem. Dalej mamy drugiego trupa, znika trzecia podopieczna. Co tu się do diabła dzieje? Krakowska policja szybko zamyka sprawę, na szczęście jest Szczupaczyńska, która odkrywa w sobie gen detektywa. I rusza na łowy...
Zgodnie z zapowiedziami "Tajemnica domu Helclów" to pastisz literatury z epoki. Pastisz na pewno, ale nie literatury, a raczej epoki. 
Czytało się sympatycznie, wciąż czuję w kościach aurę Krakowa, a chyba o to chodziło. Nie spodziewajcie się, że intryga nieustannie trzyma w napięciu, bo to nie jest typowy kryminał. Tym bardziej, że cel znalezienia sprawcy wiąże się jeszcze u naszej Szczupaczyńskiej z profitami innego rodzaju. Po ujawnieniu sprawcy i przywróceniu dobrego imienia Domowi Helclów, Zofia otrzyma upragnione fanty na loterię i zorganizuje niezapomniany bal charytatywny. Podążając za panią detektyw, ruszamy zatem na spacer po krakowskiej duszy. 
O czym jest zatem "Tajemnica domu Helclów"? Po prostu. O Krakowie. 

Miłego popołudnia :)