poniedziałek, 22 września 2014

Co czytać, co czytam, co czytacie?



Skorzystam z okazji, że moja córeczka ucina sobie właśnie drzemkę i może pochwalę się Wam co ostatnio przeczytałam, co właśnie czytam i co już na mnie czeka...
W tamtym tygodniu premierę miała najnowsza książka Marka Krajewskiego "Władca liczb". Połknęłam ją oczywiście w półtorej dnia, co jest chyba najlepszą recenzją świata. Jak zwykle tytuł książki Krajewskiemu się nie udał (nie mogę uniknąć skojarzeń z kiepskimi horrorami klasy B), ale za to pełnokrwista kryminalna zagadka - jak najbardziej. W Krajewskim nie można się nie zakochać. Już po przeczytaniu pierwszej książki ("Śmierć w Breslau"), wiedziałam, że "this is the beginning of a beautiful friendship".
Tym razem pisarz stworzył kolejny idealny przepis na "pyszny" wieczór z książką. Ok. 100 kg detektywa Edwarda Popielskiego w bonżurce i z papierosem w dłoni, korzystającego „z rad i sugestyj” swojej kuzynki Leokadii vel Lodzi, 293 km2 Wrocławia z dawnych lat (gratuluję znajomości topografii miasta – i to nie tylko współczesnej), duży garnek ciętego dowcipu, odrobina nostalgii, moc kresowych zapożyczeń, łacińskich maksym, "złotych myśli" rodem z półświatka ("muza, która zeszła z Helikonu”, „ty Kauzyperdo”, „całuji rączki”, „paniagi szanownego”), a to wszystko w historycznym sosie…mm…uwielbiam.

Teraz przyszła kolej na „Oszustki” Kerstin Ekman. Przeczytałam już jakieś siedemdziesiąt stron i jak na razie nie jest źle, chociaż opinii nie mam jeszcze do końca wyrobionej. Jest to kolejna szwedzka pozycja, po którą sięgnęłam (po „Zgorzkniałej piździe” Marii Sveland) i mam trochę wrażenie deja vu…

Na swoją kolej czekają: „ości” Ignacego Karpowicza, „Nocne zwierzęta” Patrycji Pustkowiak, „W Paryżu dzieci nie grymaszą” Pameli Druckman oraz „Ostatnie dni dyktatorów” Diane Ducret i Emanuela Hecht.
Ups, poza tym to czeka na mnie pranie do rozwieszenia, więc… do zobaczenia!