poniedziałek, 22 września 2014

Może i sprytne, ale rozczarowujące "Małe lisy"...

No i od czego by tu zacząć... hm... chyba od razu strzelę między oczy. Niestety "Małe lisy" Justyny Bargielskiej okazały się niemałym rozczarowaniem. Krótko mówiąc - albo raczej pisząc - "lisy" opowiadają o wszystkim i o niczym...
Niby to taka zabawa formą, plastyką języka... ja jednak wolę taką rozrywkę w wykonaniu Herty Muller czy Virginii Woolf.
Wydawca zachwala nam, że "Małe lisy" świadczą o tym, że autorka ugruntowała swoją pozycję, jako mistrzyni krótkiej formy, a ja tylko się cieszę, że "liski" okazały się zaledwie 100-stronicową książeczką, bo nie wiem, czy przebrnęłabym przez parę stron więcej. Poza tym , jeśli chodzi o prozę to "Małe lisy" są dopiero drugą książką Bargielskiej, więc o jakiej tu można mówić ugruntowanej pozycji?!
Z przykrością stwierdzam, że właściwie to nie wiem, o czym są "Małe lisy". Trudno, tak już mam, że jak coś czytam to lubię wiedzieć. Oczywiście lubię metafory, "drugie dna", symbole, ale takie, które coś znaczą, o które można się zaczepić, a tutaj.. pustka. Zastanawianie się, "co autor miał na myśli?" nie ma nawet sensu.
Odnoszę wrażenie, że gdyby nie quasi-zabawa formą i surrealistyczne przenikanie się różnych wątków z życia bohaterki to byłaby to chyba kolejna pseudo-psychoanaliza jakiejś Judyty, Moniki czy Małgosi. Chociaż wtedy byłaby to przynajmniej idealna literatura rozrywkowa z cyklu "do pociągu, autobusu, w podróż".
Kolejny minus: dla osób niezaznajomionych z literaturą (tzn. tych z kategorii "czytam dużo, bo codziennie przeglądam wpisy na fb" ), którzy jakimś cudem natkną się na "Małe lisy" - może się skończyć zniechęceniem do czytania książek na kolejne lata.
Powyższe wypociny to oczywiście moja prywatna ocena, może ktoś ma inną opinię o najnowszej książce Bargielskiej? Jeżeli tak, to odpowiedzcie mi proszę, dlaczego pisarka otrzymała nominację do Nike? Na szczęście nie dostała się do ścisłego finału, no ale zawsze...Chyba tylko z rozpędu jeszcze za  - świetne skądinąd - "Obsoletki".
Jeden z zachwalających na potrzeby wydawcy recenzentów napisał na okładce książki, że Bargielska "trzyma czytelnika w szachu, prowadząc go zawsze gdzie indziej, niż by się tego spodziewał". I tu jestem zmuszona się zgodzić - pisarka niespodziewanie dla czytelnika usiłuje go wplątać w świat, którego ona sama chyba też nie rozumie...
Nie polecam...