niedziela, 23 listopada 2014

Spotkanie literackie z Olgą Tokarczuk + "Księgi Jakubowe"





W czwartek miałam niewątpliwą przyjemność uczestniczyć w spotkaniu literackim z pisarką Olgą Tokarczuk*. Spotkanie odbyło się w arcymiłej atmosferze, pisarka okazała się być po prostu boska, opowiadała w fascynujący sposób. Może to, co napisałam to banały, ale cóż, sama prawda. Na spotkaniu autorka mówiła głównie o swojej nowej książce – „Księgi Jakubowe albo wielka podróż przez siedem granic, pięć języków i trzy duże religie, nie licząc tych małych, opowiada przez zmarłych, a przez autorkę dopełniona metodą koniektury, z wielu rozmaitych ksiąg zaczerpnięta, a także wspomożona imaginacją, która to jest największym naturalnym darem człowieka” (tak jest! tak brzmi tytuł nowej powieści Tokarczuk), ale było też trochę o początkach jej pisania i innych jej książkach. Miło jest mi napisać, że jej poglądy na literaturę są zaskakująco podobne do moich. 

Na wstępie pisarka podzieliła się z nami informacją, że swoją nową powieść pisała aż przez 6 lat. Powód jej napisania jest dla mnie po części nieznany, bo autorka stwierdziła, że nigdy za bardzo nie interesowała się historią. Postanowiła jednak stworzyć prawdziwą, epicką powieść historyczną. A wszystko zaczęło się w 1996 r. od znalezienia przez pisarkę w jednym z antykwariatów „Księgi słów Pańskich” Jana Doktóra – zbioru wykładów Jakuba Franka (głównego bohatera najnowszej książki Tokarczuk). To one stanowiły przyczynek do dalszych twórczych poszukiwań.

Pisarka nie wahała się, aby przedstawić kawałek wspaniałej, wielokulturowej i wielonarodowościowej polskiej historii, ale bez sienkiewiczowskich wpływów. Stworzyła więc swego rodzaju antytrylogię. Chciała przedstawić inną wizję polskości niż u Sienkiewicza. Postawiła więc na inną, bardziej prawdziwą Polskę - tygiel wielu narodów i języków, Polskę nie tylko szlachecką, ale i chłopską, mieszczańską, biedną, pańszczyźnianą, żydowską….

W tytule powieści znalazło się słowo „koniektura” – oznacza ono tyle, co łatanie przez archiwistów „dziurawego”, uszkodzonego tekstu. I to też uczyniła Tokarczuk w swojej nowej książce – dopowiedziała to, co zostało nagryzione zębem czasu. 

„Księgi Jakubowe…” to jednak nie tylko typowa powieść historyczna. Napisana z perspektywy człowieka dzisiejszego staje się powieścią współczesną. 

Jeżeli ktoś już rozpoczął czytanie „Ksiąg Jakubowych” na pewno zauważył, że strony są numerowane od tyłu. Pisarka wyjaśniła na spotkaniu, że jest to jej ukłon w stronę pism żydowskich, hebrajskich, z którymi zapoznawała się w procesie tworzenia powieści. 

Powieść to najdoskonalsza forma literatury. Dla Tokarczuk poezja (ani żaden inny gatunek czy rodzaj literacki) nie może się równać z powieścią w żaden sposób. I tutaj zgadzam się z nią absolutnie. Uwielbiam klasyczne, poczciwe, prawdziwie epickie powieści. Zwłaszcza teraz, gdy pogoda nie sprzyja, kilkaset stron, opisowy rozmach i monumentalizm, do tego  historia Polski w tle = idealna propozycja na jesienno-zimowe wieczory. Dopiero ruszyłam z moimi „Księgami Jakubowymi…”, a już ostatni wieczór mogę zaliczyć do bardzo udanych. „Księgi Jakubowe” to powieść szyta na moją miarę.
 
*Tak dla przypomnienia: Olga Tokarczuk jest autorką następujących książek (np.): „Prawiek i inne czasy”, „Dom dzienny, dom nocny”, „Prowadź swój pług przez kości umarłych”, „Bieguni”, „Gra na wielu bębenkach”, „Podróż ludzi księgi”.