wtorek, 10 lutego 2015

FRANCUSKI WIECZÓR - PATRICK MODIANO + "ZA JAKIE GRZECHY, DOBRY BOŻE"

Przeziębienie i inne sprawy, które zaprzątały mi głowę w ostatnich tygodniach sprawiły, że nie mogłam się zabrać do napisania czegokolwiek.
Od jakiegoś czasu pogoda rozpieszcza nas na zmianę prawdziwą zimą, jesienną pluchą albo wiosennymi roztopami.  
Na dni, gdy świeci słońce, polecam spacery, a na „te inne” dni polecam rozrywkę książkową bądź filmową we francuskim wydaniu.


PATRICK MODIANO „PRZEJECHAŁ CYRK”

Po przeczytaniu „Zagubionej dzielnicy” sięgnęłam po kolejną książkę zeszłorocznego laureata Nagrody Nobla.
„Przejechał cyrk” to 130 stron dobrej, nienudnej literatury. W sam raz na jeden wieczór z kieliszkiem wina (oczywiście francuskiego). Wino jest tutaj kluczowe, żeby dobrze się wczuć w klimat paryskiego życia. A jak ktoś chce się wczuć jeszcze bardziej, mieszka w większym mieście i ma kilka kroków od siebie jakąś miłą café albo patisserie to zapraszam.

Modiano zbudował książkę w podobnym schemacie co „Zagubioną dzielnicę”. Główny bohater wspomina pewne wydarzenia z okresu, gdy miał osiemnaście lat. W dosyć skomplikowanych okolicznościach poznał wtedy niewiele od siebie starszą, tajemniczą, dziewczynę. Nic o niej nie wie, ale postanawia dzielić z nią swoją codzienność. Ona w pewien sposób wplątuje go w swoje życie, co nie oznacza jednak wcale, że nasz młodzieniec poznaje ją lepiej. Wręcz przeciwnie. Cała fabuła oparta jest na poszukiwaniach i próbach odgadnięcia kim ona jest, skąd się wzięła, czy ze mną zostanie, etc. Rozwiązanie zagadki – na ostatniej stronie. A przez 129 stron zapraszam na cudowną przejażdżkę po Paryżu.


„ZA JAKIE GRZECHY, DOBRY BOŻE”

Boska francuska komedia (a ja za komediami nie przepadam, więc tym bardziej mój głos się liczy). Szczery uśmiech przez prawie cały czas gwarantowany.

Trzy córki katolickich konserwatystów i gaullistów Claude’a i Marie Verneuil (nie ręczę, że dobrze napisałam nazwisko – niestety po francusku znam tylko baguette, croissant i coq au vin:D) wyszły kolejno za mąż za Żyda, Araba i Chińczyka. Nadzieja pozostała przy córce czwartej. Nasze „tolerancyjne” małżeństwo liczy, że córka wyjdzie za mąż za prawdziwego Francuza-katolika. Katolik jest, Francuz też (tyle, że z byłych kolonii), tyle tylko, że o innym kolorze skóry. I dopiero się zaczyna…

Francuzi pokazali, że potrafią śmiać się z siebie, a także, że doceniają swoją wielokulturowość. Przyznają się, że koegzystencja różnych nacji i poglądów jest trudna, ale nie niemożliwa.

Życzę miłego wieczoru :)