wtorek, 24 lutego 2015

"IDA" I INNE OSCARY 2015

źródło
Chciałoby się wykrzyczeć "Nareszcie!". Po bodajże 10 nominacjach, mamy Oscara. I to nie za film patetyczny, melodramatyczny czy martyrologiczny. Za film prosty, poetyczny, z przepięknymi zdjęciami. Za taki film warto otrzymać Oscara i być na ustach wszystkich (NYT, Huffington Post).

Nowicjuszka Ida odwiedza swoją jedyną krewną, ciotkę Wandę Gruz (dawną stalinowską prokurator, obecnie samotną kobietę zesłaną na "sędziostwo"). Dowiaduje się, że jej rodzice byli Żydami i zginęli w czasie wojny. Ciotka stopniowo opowiada o małżeństwie swojej siostry Róży z ojcem Idy, o wojnie, o tym, że nie wie, gdzie się za nich modlić. Wyruszają razem w podróż, nie tylko w przestrzeni, ale także w czasie. Dla Wandy podróż ta otwiera stare rany, Ida mam wrażenie wszystko przyjmuje ze spokojem. Każda scena filmu jest ważna i każdą scenę należy uważnie oglądać. Największą rolę gra w filmie cisza, tylko, że ta cisza nie przynosi ukojenia, cisza przywraca wspomnienia, o których niektórzy pragną zapomnieć.
Wojna wyzwoliła w ludziach najgorsze instynkty. Ktoś był bohaterem, a ktoś inny zabójcą. Ktoś najpierw był ofiarą, a potem stał się katem. Pytać jest łatwo, trudniej uzyskać odpowiedź. Pytanie "dlaczego?" jest najtrudniejsze. Istotne jest jednak to, że nikt w "Idzie" nikogo nie ocenia, nie skazuje, ale też tak łatwo nie rozgrzesza.
Zakończenie... każdy ma prawo do podjęcia własnego wyboru. Najpierw wybiera Wanda, potem Ida.

O samej historii opowiedzianej w "Idzie" napisał juz każdy. Ja, na koniec, muszę poświęcić choć zdanie o muzyce towarzyszącej naszym bohaterkom. Muzyka zostala idealnie wkomponowana w klimat każdej sceny. Mamy jazz grany przez Dawida Ogrodnika, mamy rock and roll. A przede wszystkim mamy genialną Joannę Kulig śpiewającą w zespole Chłopaka (granego przez Dawida Ogrodnika) piosenki z lat 60. ("Miłość w Portofino", "Jimmy Joe").      

Na koniec mała dygresja: jak czytam recenzje i komentarze, że "Ida" to film antypolski, to nóż mi się w kieszeni otwiera. Podobnie, gdy czytam, że jest nudny, trwa za długo, niewiadomo o co chodzi. Informacja dla tych, którzy tak uważają: widocznie nie dorośliście do takiego poziomu (i najprawdopodobniej nigdy tak się nie stanie). Oczywiście każdy ma prawo do swojego zdania. Mimo wszystko takim osobom polecam trwać dalej przy arcydziełach typu "Transformers", "Wojownicze żółwie ninja" czy "50 twarzy Greya". Poza tym, kto Wam kazał pójść na film, który wymaga skupienia, uwagi, znajomości historii Polski, a przede wszystkim pewnego rodzaju wyczucia i empatii.

Żeby nie było, że tylko ten jeden Oscar mnie obchodzi - another Oscars goes to:

- najlepszy film, najlepsza reżyseria, najlepszy scenariusz oryginalny, najlepsze zdjęcia: "Birdman"
źródło

- najlepsza aktorka pierwszoplanowa: Julianne Moore ("Still Alice")

źródło
- najlepszy aktor pierwszoplanowy: Eddie Redmayne ("Teoria wszystkiego")
źródło
- najlepsza aktorka drugoplanowa: Patricia Arquette ("Boyhood")
źródło
 - najlepszy aktor drugoplanowy: J.K. Simmons ("Whiplash)
źródło
- najlepsza muzyka filmowa, charakteryzacja, kostiumy, scenografia: "Grand Budapest Hotel"
źródło
- najlepszy scenariusz adaptowany: "Gra tajemnic"
źródło 
"Drobniejsze" Oscary mnie nie interesują :) 
Pozdrawiam i zapraszam do oglądania:)