piątek, 20 lutego 2015

AŻ STRACH SIĘ BAĆ - MORDERSTWO POD CENZURĄ, ZIARNO PRAWDY, SŁUŻBY SPECJALNE



Macie dosyć szumu wokół filmu „Pięćdziesiąt twarzy Greya”? Witajcie w klubie!

Żeby nie było, od razu uprzedzam, że ani nie czytałam ani nie oglądałam. Świadomie. I nie mam zamiaru. Zamiast spotkania z erotyczną pseudoliteraturą (z góry przepraszam, jeżeli kogoś obraziłam, ale przeczytałam pierwszą stronę książki i od razu mnie odrzuciło), proponuję spotkanie z zagadką, kryminałem, tajemnicą, historią. W wersji polskiej. Będzie bardzo skrótowo, żeby nikogo nie męczyć.
źródło: http://www.filmweb.pl/film/S%C5%82u%C5%BCby+specjalne-2014-699881/posters

„SŁUŻBY SPECJALNE”  – wiem, wiem, w kinach było już jakiś czas temu, ale dopiero teraz udało mi się obejrzeć. Wszystko zaczyna się od likwidacji WSI*. Powstaje tajna grupa do zadań specjalnych złożona z byłego SB-eka Mariana Bońki (Janusz Chabior), agentki ABW Ps. „Białko” (Olga Bołądź) i Janusza - żołnierza, który uczestniczył m.in. w misjach na Wzgórzach Golan czy w Afganistanie (Wojciech Zielinski). Rzekomo mają działać dla dobra Polski (i przynajmniej ze strony Janusza widać prawdziwe oddanie dla kraju), ale okazuje się, że nie wszystko jest takie oczywiste… 
Tak pokrótce: obsada boska (najlepszy Janusz Chabior, świetna Kamilla Baar w wersji korpo, niespokojny Wojciech Zieliński i dobrze „zrobiona” Olga Bołądź – chociaż jej gra aktorska najbardziej mnie rozczarowała, już w „Czasie honoru” była lepsza, no i zapomniałabym: wyrazista Agata Kulesza, jako onkolog lecząca Mariana Bońkę), muzyka dobra, wszelkie podobieństwo do prawdziwych osób i zdarzeń – zabawne, dobre „amerykańskie” kino akcji z odrobiną polskości (patrz: życie dawnych SB-eków w wolnej Polsce, Kościół i jego wpływy, historie rodzinne bohaterów – koszmarne dzieciństwo, dom dziecka, choroba nowotworowa).
Dla mnie najbardziej uderzające były wątki prywatne bohaterów, zwłaszcza małżeństwa Janusza. Poza tym, choć to żadna nowość dla każdego Polaka, cały ten syf polityczno-biznesowy, przedstawiony tak dobitnie, że ma się dosyć życia w takim kraju. Tylko tak z drugiej strony, przecież tak jest wszędzie…
P.S. Podobno na TVP2 ma niedługo być serial powstały na podstawie filmu. Koniec filmu być raczej wieloznaczny (jak zwykle bywa), więc mam nadzieję, że serial nie będzie tylko wydłużoną wersją filmu, a historia potoczy się dalej.

*dla tych, co nie wiedzą: o Wojskowych Służbach Informacyjnych było głośno po słynnym raporcie komisji weryfikacyjnej Antoniego Macierewicza; raport został sporządzony po likwidacji WSI, stwierdzono w nim, że niektóre działania i akcje WSI były nielegalne, jaka jest prawda, tego najprawdopodobniej nigdy się nie dowiemy; ostatnio znowu było trochę plotek o WSI – kto ma taką potrzebę, Pan Google służy pomocą w znalezieniu informacji;

źródło: http://www.filmweb.pl/film/Ziarno+prawdy-2014-705248/posters

 „ZIARNO PRAWDY” – zamiast w Walentynki pójść na „arcydzieło”, o którym wspominałam na początku, wybraliśmy się na rasowy polski kryminał. Uwielbiam trylogię Zygmunta Miłoszewskiego o białowłosym prokuratorze Teodorze Szackim, dlatego nie mogłam sobie darować i nie pójść na film. Reżyseria: Borys Lankosz (wcześniej reżyserował „Rewers” z Agatą Buzek i Marcinem Dorocińskim), muzyka: Abel Korzeniowski (tworzył muzykę m.in. do „Samotnego mężczyzny”), współautor scenariusza: Zygmunt Miłoszewski, główna rola: Robert Więckiewicz, role drugoplanowe: Jerzy Trela, Magdalena Walach, Krzysztof Pieczyński – czego chcieć więcej.
Już początkowa sekwencja, a w zasadzie animacja, wbija w fotel. Niesamowicie dobrze zrobione zdjęcia i muzyka idealnie dopasowana do każdego kroku bohatera, tworzą perfekcyjne tło dla zbrodni. Na końcu okazuje się oczywiście, że zło jest właściwie banalne, tylko, że środki nieco „fantazyjne”.
Nie będę pisała o fabule – każdy może sobie wygooglować, przeczytać książkę albo obejrzeć film. Co jest dobre w filmie (w książce oczywiście też) to, oprócz świetnie skonstruowanej intrygi, dobrze ukazane niuanse polskiej rzeczywistości i polskich wad narodowych. I choć rzecz dzieje się w Sandomierzu, gdzie historia XX w. boleśnie odcisnęła swoje piętno, Polacy są wszędzie tacy sami.
Plakaty filmu głosiły, że zło bierze się z gadania. Ja myślę, że źródłem każdego zła jest zazdrość. A zazdrościć można wszystkiego: samochodu, domu, pieniędzy, pracy, męża, żony, dzieci, nawet cech charakteru, do wyboru do koloru.
Bardzo dobre kino gatunkowe.


„MORDERSTWO POD CENZURĄ” MARCINA WROŃSKIEGO. Na koniec dobry (ale nie bardzo dobry) polski kryminał na papierze.  
            „Morderstwo pod cenzurą” rozpoczyna serię książek kryminalnych o komisarzu Zygmuncie Maciejewskim, który stoi na straży praworządności w międzywojennym Lublinie. Komisarz Maciejewski lubi wypić, mieszka jak menel, ubiera się nie lepiej, facjata jak bandyta, ma problemy z kobietami, hobby: boks. Jeden porządny współpracownik (rodzinny i uporządkowany protestant Kraft) plus reszta. W Święto Niepodległości zamiast świętować nasz komisarz i jego ekipa zastanawiają się nad zagadką znalezionego kilka dni wcześniej redaktora naczelnego „Głosu Lubelskiego”. Później jest nie lepiej, bo mamy kolejnego trupa. W tle: przekrój wszystkich międzywojennych opcji polityczno-światopoglądowych, chyba dobra topografia Lublina (byłam raz, więc wierzę Wrońskiemu na słowo), życie spelun, śmierdzących zaułków, brudnych kamienic, melin, burdeli, etc.
Breslau ma Eberhardta Mocka, Lwów i Wrocław mają Edwarda Popielskiego, a Lublin ma Maciejewskiego. Jako wielbicielka kryminałów Marka Krajewskiego o Mocku i Popielskim, jestem bardzo krytyczna wobec Wrońskiego. Jego kryminały (jestem w trakcie trzeciej książki „A na imię jej będzie Aniela”) czyta się niby w jeden dzień, ale czegoś mi w nich brakuje. I sama nie wiem czego. Wrocław znam, więc może dlatego kryminały Krajewskiego bardziej mi odpowiadają. Może Krajewski ma bardziej cięte i inteligentniejsze riposty, a może Maciejewskiemu brakuje sznytu, elegancji i klasycznego wykształcenia Mocka i Popielskiego. Mimo pewnych niedociągnięć, wolę jednak taką rozrywkę niż nawet i sto twarzy jakiegoś Greya czy Blacka.
Udanego weekendu! W niedzielę trzymamy kciuki za „Idę” :)