poniedziałek, 25 maja 2015

KRYMINAŁ PART II - STULECIE DETEKTYWÓW



Naszą wspólną przygodę z kryminałem rozpoczynam od książki, która kryminałem nie jest. Jest zbiorem opowieści detektywistycznych ubranych w dziennikarsko-naukowy płaszcz.

Jurgen Thorwald to nieżyjący już niemiecki historyk, dziennikarz i pisarz. Jako dziennikarz karierę zawodową rozpoczął od pisania dla gazet należących m.in. do NSDAP, propagandowych artykułów wychwalających Lufwaffe i niemieckie możliwości militarne. "Jurgen Thorwald" to pseudonim, którym posługiwał się po wojnie, ażeby nikt nie mógł się domyślić, że pracował dla nazistowskiej prasy. Ostatecznie w 1947 r. już zgodnie z prawem przyjął nowe imię i nazwisko. 
Książkę "The Century of the Detective" Thorwald napisał w 1965 r. Został za nią nominowany do nagrody Edgara Alllana Poe'ego (o nim wspominałam we wcześniejszym poście) w kategorii Best Fact Crime, przegrał niestety z Trumanem Capote (znanym oczywiście ze "Śniadania u Tiffany'ego" oraz biograficznego filmu "Capote" z boską rolą zmarłego niedawno Philipa Seymoura Hoffmana).


W "Stuleciu..." Thorwald przeprowadził czteroczęściowe studium kryminalistyki i medycyny sądowej. Każda część zawiera wyśmienite przykłady najgłośniejszych spraw znalezionych wśród akt policyjnych i sądowych.
Zaczynamy od identyfikacji. Thorwald podąża drogą ku daktyloskopii od Francji poprzez Chiny, Japonię, Argentynę do Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych. Mnogość ciekawych przykładów sprawia, że nie wiem, którą historię przytoczyć. 
Przypadek uprowadzenia ze szpitala dziecięcego i zamordowania June Devaney spowodował pobranie odcisków palców od wszystkich mieszkańców Blackburn (miejscowości, w której znajdował się szpital). Nie było oczywiście prawa, które mogłoby zmusić ludność do poddania się takiej czynności, więc burmistrz Blackburn zaapelował o dobrowolne poddanie się czynnościom daktyloskopijnym. Obiecał, że po zakończeniu śledztwa wszystkie karty z odciskami zostaną zniszczone i nie wejdą w skład żadnej policyjnej kartoteki. Kolejnym udogodnieniem dla mieszkańców był fakt odwiedzania ich w domach, nikt nie musiał przekraczać progu komisariatu. Po dwóch miesiącach i zebraniu ponad czterdziestu tysięcy kart - wciąż nic... Aż tu nagle zawitano do pani Griffiths i jej dwudziestokilkuletniego syna Petera. Ten, o dziwo, chętnie wyciągnął ręce i pobrano odciski. Na drugi dzień wynik: mamy go! W ciągu następnych kilku dni Griffiths przyznał się. Nauka znowu pomogła w odnalezieniu zbrodniarza.
Po identyfikacji podążamy ku umarłym. Thorwald przedstawia kamienie milowe medycyny sądowej. Odkrycie możliwości rozróżniania krwi zwierzęcej i ludzkiej, rozwój badań nad uduszeniem, problematyka śmierci przez utopienie, badania ran postrzałowych, śmierć przez spalenie to tylko niektóre kwestie opisywane w "Stuleciu..." 
Po medycynie sądowej Thorwald kieruje nasze kroki do toksykologii. Arszenik, morfina, atropina, nikotyna, digitalina, barbiturany, E 605, a nawet insulina - wachlarz trucizn niemożliwy do zliczenia. 
Mamy rok 1957, toksykologia na poziomie dosyć zaawansowanym. Trup w wannie. Pytanie: czy to była trucizna? Badając wersję, że przyczyną śmierci był brak cukru we krwi, sprawił, że krew zbadano także na tę okoliczność. Po zbadaniu cukru we krwi zmarłej okazało się, że znacznie przekracza on normę. Potem okazało się, że mąż denatki, pielęgniarz, trudnił się robieniem zastrzyków insulinowych. Jak jednak udowodnić morderstwo, skoro insulina rozpuszcza się we krwi bez śladu. Spojrzano jednak ponownie na preparaty tkanek pobranych od zmarłej. W wyniku współpracy toksykologów i lekarzy sądowych uzyskano pewność - Barlow pierwszym mordercą przy użyciu insuliny. 
Wędrówkę po kryminalistyce kończymy na balistyce. Ostatnia część muszę przyznać nie była tak interesująca, jak poprzednie. Na uwagę jednak zasługuje osoba Calvina Goddarda, amerykańskiego naukowca zasłużonego dla światowej balistyki oraz historia powstania w Stanach Zjednoczonych pierwszego centralnego laboratorium balistyki kryminalnej. W latach 30 XX w. J. Edgar Hoover stworzył takowe przy FBI. Goddard podsumował to w ten sposób: "Po raz pierwszy Ameryka objęła przewodnictwo w jednej dziedzinie kryminalistyki naukowej. Po raz pierwszy!". Dzisiaj można by powiedzieć, że Ameryka w zasadzie we wszystkim obejmuje przewodnictwo.Wtedy, jak widać były to dopiero początki.

Thorwald nie pisze bardzo porywająco, ale dla kogoś zainteresowanego tematyką "Stulecie..." będzie naprawdę sumiennie stworzonym przewodnikiem. Nie ma tutaj niedomówień, niedopatrzeń czy braków, wszystko zostało szczegółowo zbadane przez autora. W moim przypadku "Stulecie..." okazało się wspaniałą podróżą w czasie i przestrzeni, nie nudziłam się nawet przez moment.
Książka nie jest nowością, ale na pewno spotkacie ją na księgarnianych półkach i w bibliotekach. Ja również mogę pożyczyć:)

P.S. Jurgen Thorwald napisał również "Stulecie chirurgów" - zachęcam lekarzy do przeczytania:)