wtorek, 7 lipca 2015

"TEMAT NA PIERWSZĄ STRONĘ" UMBERTO ECO

 "Proszę państwa, uprawiamy tu dziennikarstwo, nie literaturę."

Od czasu "Cmentarza w Pradze" czekałam na lżejsze pióro Umberto Eco. "Cmentarz w Pradze"  nie był, moim zdaniem, udanym dziełem włoskiego pisarza. Na szczęście najnowszą jego książkę - "Temat na pierwszą stronę" - można uznać za pozytywną niespodziankę.

Pan Colonna (celowy zabieg pisarza, nie zauważyłam żeby w książce pojawiło się gdzieś jego imię), pięćdziesięcioletni tłumacz języka niemieckiego, dziennikarz, pisarz, a tak naprawdę ofiara losu i życiowy nieudacznik, otrzymuje bardzo intratną propozycję pracy. Tajemniczy Simei proponuje mu napisanie książki o kulisach powstawania nowego włoskiego dziennika o wiele mówiącym tytule "Jutro". Od razu jednak wyjawia, że gazeta to tylko przykrywka. Nigdy nie ukaże się żaden numer "Jutra", a pewien bogaty biznesmen tworząc fikcyjną redakcję zamierza po prostu zgromadzić jak najwięcej informacji o wpływowych mieszkańcach Włoch, podejrzanych organizacjach i ostatnich aferach. Dzięki tym informacjom może się bowiem dostać do kręgów towarzyskich, do których do tej pory nie było mu dane. Gazeta ma też być swego rodzaju eksperymentem, bo jej celem nie ma być przedstawianie wiedzy i faktów, a jedynie insynuacji i hipotez. Dziennikarze "Jutra" mają się zaś nauczyć, jak umiejętnie przedstawiać swoje opinie jako fakty. Pan Colonna omawia z "zespołem redakcyjnym", jakich błędów nie popełniać i czym się kierować przy pisaniu artykułu dla mas. 
Oprócz głównego wątku "redakcji" i tworzenia "Jutra", Eco wprowadza umiejętnie wątki: miłosny (ciekawie przedstawiony, na końcu w zasadzie tylko on pozostaje bez skazy), szpiegowski (jeden z dziennikarzy to najprawdopodobniej agent służb specjalnych), morderstwa. Owo morderstwo oraz osoba zamordowanego (jeden z dziennikarzy - tropiciel spisków, kreator nieprawdziwych historii) jest jednocześnie zagadką i rozwiązaniem historii przedstawionej w książce. 


"Temat na pierwszą stronę" to rozprawa na temat wpływu sensacyjnych wiadomości medialnych na świadomość społeczeństwa. Myślę, że Eco nie chodziło jednak o tandetę i tanią sensację samą w sobie, ale o to, że właśnie na tę tandetę jest popyt. Dzisiaj zamiast faktów, ludzie wolą prognozy, a miejsce konstruktywnej krytyki zastąpiły tworzone na poczekaniu opinie. Ciekawie poprowadzona akcja i narracja to duże plusy książki. Rzecz dzieje się w 1992 r., a więc niektóre dyskusje dziennikarzy są o tyle interesujące i zabawne, że możemy popatrzeć na nie z perspektywy kilkunastu lat. "Ta historia z komórkami długo nie potrwa. (...) To moda, która z pewnością przeminie za rok, może za dwa lata. Teraz komórki przydają się tylko cudzołożnikom, żeby mogli utrzymywać swoje związki..."
Jedynym, co może razić niektórych czytelników to dosyć spore fragmenty dotyczące historii Włoch, zwłaszcza tej powojennej, informacje o aferach, osobach czy organizacjach, które większości nie-włoskich czytelników nic nie będą mówiły. Mała więc szansa, że kogoś takiego zainteresują. Ja akurat lubię tego typu "wtrącanie" do powieści faktów okołohistorycznych, ale dla niektórych takie fragmenty mogą być nie do przejścia. Tym bardziej, że opowiedziane zostały w formie słowotoku jednego z dziennikarzy, a na jedną stronę przypada chyba z milion takich informacji. 

Ja polecam i życzę miłego wieczoru:) Do napisania!