środa, 7 października 2015

KRYMINAŁ PART IX "ARENA SZCZURÓW" MAREK KRAJEWSKI

Ostatni kryminał z cyklu o komisarzu Edwardzie Popielskim. Marek Krajewski zdecydował się zakończyć serię o lwowskim pogromcy wszelkiej maści morderców, zbirów i dewiantów. Czy dobrze, czy źle okaże się pewnie przy okazji wydania kolejnej książki. Bo, że kolejna książka będzie to pewne. Rozważania na temat pisarza zostawmy jednak w tyle i skupmy się na "Arenie szczurów".
Jak zwykle Krajewski prowadzi akcję na dwóch płaszczyznach. Mamy więc Darłowo (po raz pierwszy nie jest to ani Wrocław ani Lwów) i rok 1948 oraz Darłowo i współczesne poszukiwania syna Popielskiego śladem pamiętników ojca.
Co w Darłowie robi Wacław Remus (syn naszego bohatera)? Przeczytał trzeci tom pamiętników ojca (które przewijały się już w poprzednich powieściach) i nie wie, co ma myśleć na temat wydarzeń tam przedstawionych. Czyżby jego ojciec był mordercą? Po odpowiedź Remus jedzie do Darłowa. Tam jednak pojawia się kolejna zagadka. Nasz filozof musi zastanowić się nad pewnym pytaniem: czy, żeby przeżyć, mogę pozbawić życia niewinnych? Pytanie niełatwe, zwłaszcza gdy czasy niepewne. A takie właśnie czasy zawitały do Polski po wojnie. Popielski pojawia się w Darłowie i pod innym nazwiskiem znajduje posadę nauczyciela łaciny i matematyki w szkole. Darłowem rządzą żołnierze zwycięskiej, braterskiej radzieckiej Armii Czerwonej z niektórymi sprytnymi UB-ekami. Komisarz, jak zwykle, zamiast się nie wychylać i spróbować trochę pożyć, wikła się w sprawę "gryzącego" i przy okazji "śmierdzącego" gwałciciela. 

Krajewski pisze swoje kryminały pod ten sam schemat. Dla niektórych to wada. Dla mnie zaleta, bo książkę czyta się błyskawicznie, a po przeczytaniu pozostaje niedosyt. A przecież o to chodzi. Zbrodnia u Krajewskiego nie tylko przeraża, ale też fascynuje (od razu zaznaczam i ostrzegam czytelników słabego zdrowia, że pisarz bardzo, bardzo, bardzo realistycznie podchodzi do scen tortur, zabijania, gwałtów, itd.). Dlatego "Arenę..." czyta się niespokojnie, z obawą o los komisarza (pomimo tego, że wiem jak dalej potoczyły się jego losy).
"Arena szczurów" rozczarowuje odrobinę tym, że tym razem to nie sama zagadka kryminalna jest najważniejsza (bo jej rozwiązanie znajdujemy już gdzieś w połowie albo nawet w 1/3 książki) tylko przygody komisarza otoczonego szpiclami i sługusami nowej władzy. Pewnie był to jakiś pomysł pisarza na zamknięcie cyklu i to się chwali. Ja jednak wolę klasyczne kryminały, w których rozwiązanie zagadki przychodzi na końcu. Ten mały prztyczek w nos Krajewskiego nie zabiera mu jednak tytułu króla mojej "kryminalnej" półki. Moja ocena (ciut nieobiektywna) to w szkolnej skali ocen: 5,5/6. 

P.S. Dzisiaj w Tychach w Miejskiej Bibliotece Publicznej (ul. Wyszyńskiego 27) o godz. 18:00 spotkanie z Katarzyną Bondą. Polecam :)