wtorek, 14 października 2014

"Niebko"



„Niebko” Brygidy Helbig to opowieść Marzeny o swojej rodzinie, jej korzeniach i historii, która wplątała ją w swoją sieć. Nie jest to klasyczna saga rodzinna, jak nieustannie powtarza większość Google’owej wspólnoty.  Jeżeli ktoś poszukuje sagi  - proszę bardzo, znalazłam – „Saga rodu Forsyte’ów”.
„Niebko” to nie tylko historia rodziny o polsko-kresowo-niemieckich korzeniach, ale sprawa o poszukiwaniu własnej tożsamości,  o wychowaniu, o zagubieniu, o zmianach społeczno-światopoglądowych.
Przed przeczytaniem nie wiedziałam czym jest tytułowe „niebko”, chociaż miałam oczywiście pewne wyobrażenie. Okazuje się, że „niebko” jest tym, czego się spodziewałam nie w sensie dosłownym, ale w alegorycznym już tak. „Niebko” jest metaforą  raju, może raju utraconego, może raju nieodnalezionego, a może raju poszukiwanego. Na pewno każdy z nas potrafi odnaleźć w zakamarkach swojej pamięci jakieś wspomnienie z dzieciństwa… wspomnienie szczęśliwe… może trochę nieprawdziwe, może trochę wymyślone… ale takie, które trzyma nas w ryzach w najtrudniejszych chwilach. Mam takie wrażenie, że bohaterka „Niebka” właśnie na tym wspomnieniu oparła historię poszukiwania własnego ja i że to wspomnienie „niebka” i nieustannie słyszalne echa dzieciństwa spowodowały chęć poznania dziejów własnej rodziny. Ważne są książki, które nie tylko opowiadają o losach stworzonych przez pisarza bohaterów, ale takie, które można czytać na różne sposoby, przez pryzmat kraju, w którym żyjemy, historii – naszej, Twojej, mojej, mechanizmów, które jak w zegarku kierują losem pokoleń.
Polecam i tym, którzy wciąż poszukują, i tym, którzy już odnaleźli.