niedziela, 28 czerwca 2015

KRYMINAŁ PART V - KATARZYNA BONDA "FLORYSTKA", "TYLKO MARTWI NIE KŁAMIĄ"

Ostatnio jeden z moich znajomych (nazwijmy go X) bardzo zdenerwował mnie swoim przytykiem: "Jak to? Ty czytasz kryminały? Miałem cię za bardziej inteligentną osobę." WTF? Po lekkim oszołomieniu, szybko się otrzeźwiłam i zapytam szanownego znawcę, co robił wczoraj wieczorem. X szybko oznajmił, że jak to fachowo ujął "przerzucał kanały na ence". Ja więc czym prędzej zapytałam pana X, co takiego poleciłby mi z ostatnio przeczytanych przez siebie książek, skoro kryminały są dla przygłupów. Wszak nie mam niestety "enki", nie mogę więc wieczorami inteligentnie przerzucać tysiąca kanałów. Pan X, jakżeby inaczej, spokojnie odpowiedział: "Nie mam czasu na czytanie, jak ktoś nie ma nic do roboty to niech sobie czyta." Także tego...

Tym miłym akcentem zapraszam na ciąg dalszy przygody z kryminałem. Witamy więc "królową polskiego kryminału" - Bondę, Katarzynę Bondę. Kto nie wie kto to, ten gapa.:) A tak serio ja do niedawna też nie wiedziałam. 

wywiad z K. Bondą w lipcowym Twoim Stylu
Bonda zbiera ostatnio laury za pierwsze dwie książki z zapowiedzianej czterotomowej serii (tetralogii) z Saszą Załuską w roli głównej ("Pochłaniacz", "Okularnik"). Ja jednak zaczęłam od podstaw, czyli od książek o profilerze Hubercie Meyerze. Pierwszą książką z psychologiem śledczym Meyerem  jest "Sprawa Niny Frank" (znana również pt. "Dziewiąta runa"). Nie mogłam jednak do niej dotrzeć (w księgarniach brak, w bibliotece kolejka oczekujących - o czymś to przynajmniej świadczy). Znalazłam za to bardzo fajne i tanie (14,90 zł) wydania (MUZA S.A.) dwóch kolejnych tomów o Meyerze: "Tylko martwi nie kłamią" oraz "Florystka". Trzy dni czytania i mam ochotę na więcej. Ale po kolei.

KATARZYNA BONDA "TYLKO MARTWI NIE KŁAMIĄ"

Nie ma to jak chwytliwy początek. Ja jestem akurat taką czytelniczką, która nawet jak wstęp jest beznadziejny to i tak dalej czyta, ale Bonda wie, że jest mnóstwo takich, którzy nie czekają na rozwój wypadków. Dlatego w "Tylko martwi nie kłamią" Bonda zaczęła bardzo delikatnie, czyli od fizjologicznego opisu agonii i ostatnich myśli umierającego, by następnie gładko przejść do wydarzeń kilkanaście lat później. W przypadku kryminałów prolog może albo pomóc zaciekawić czytelnika albo skutecznie go zniechęcić. Tutaj na pewno to pierwsze. Bo oprócz śmierci mamy również wycinek z gazety o wydarzeniach z tego samego dnia - zabieg celowy, bo wiadomo, że informacje z początku kryminału zwykle pomagają rozwiązać zagadkę pojawiającą się później.
W sylwestra 1990/1991 r. ktoś ginie, bo innym nie udało się czegoś znaleźć. W 2008 r. ktoś ginie w tej samej kamienicy (słynnej Kaiserhof w Katowicach) i w tym samym mieszkaniu. Pozornie dawna śmierć Ottona Troplowitza, o ukrytych bogactwach którego mówiły kiedyś całe Katowice oraz śmierć Johanna Schmidta, recyklingowego barona bez przeszłości, za to z uzależnieniem od seksu - nie mają ze sobą nic wspólnego. Stopniowo jednak pojawiają się te same osoby, podobne fakty...

Zamiast jednak streszczać fabułę chciałabym się podzielić z elementami perfekcyjnej układanki stworzonej przez Bondę:
1. Bohaterowie:
- podinspektor Waldemar Szerszeń: zawsze musi być jakiś policjant, który nie wygląda, nie zachowuje się, nie zna na technicznych nowinkach, ale wszyscy uważają, że ma nosa - i to w zupełności wystarczy,
- prokurator Weronika Rudy: urodowo - może nie klasyczna piękność, ale interesująca, za to przeprzeinteligentna plus obowiązkowo z trudną młodością, a że mamy tutaj tropiący układ damsko-męski dochodzi jeszcze czekanie: "będą momenty, no będą, czy nie?"
- profiler Hubert Meyer: "Ludzie mają dobrą pamięć, tylko krótką", więc profiler musi działać szybko, skrupulatnie, nie ma miejsca na pomyłki; mimo, że jest hiperwybitnym specjalistą w swojej dziedzinie, życie osobiste jakoś tak mu się nie układa, poza tym musi mieć jeszcze jakiś feler - no i mamy: Meyer stracił zmysł węchu (przydatne w jego zawodzie, zwłaszcza na sekcji zwłok),
- ofiara - Johann Schmidt: niesympatyczny, uzależniony od seksu i niewiadomo jeszcze czego, obrzydliwie bogaty, więc już z tego powodu podejrzewany o wszystko, co najgorsze,
- osoby powiązane z ofiarą: żona, pasierbica, dawna miłość, seksuolożka lecząca ofiarę, jej mąż, pracownicy: każdy kłamie, każdy ma coś do ukrycia.
2. Zbrodnia: skomplikowana, wielowątkowa, Bonda skutecznie gubi tropy najbardziej obeznanego z kryminałem czytelnika, na końcu okazuje się, że najprostsze rozwiązania są  najlepsze i że trzeba było uważnie czytać początek.
3. Wątki osobiste prowadzących śledztwo: jeżeli mamy duet damsko-męski musi być pomiędzy nimi chemia i nieustanne napięcie.
4. Wiedza o profilowaniu: Bonda dobrze odrobiła lekcje dotyczące psychologii śledczej, a konkretnie profilowania i tą wiedzą dzieli się z nami. Pisarka przytacza nawet profil sprawcy stworzony przez Meyera - duży plus (mam nadzieję, że w rzeczywistości też w ten sposób tworzy się profile).
6. Historia i topografia Katowic oraz okolic: love it.

Mnogość wątków może na początku wydawać się myląca i niepotrzebna, według mnie jednak wszystko ze sobą gra idealnie. Spotkałam się wcześniej z opiniami, że książka powinna być o połowę krótsza (ma prawie 600 stron), bo tak naprawę jest przegadana, nudna, ciągnie się i w ogóle. No nie wiem, ja przeczytałam ją w 1,5 dnia. Poza tym, żeby przeczytać powieść wielowątkową (i to nie tylko kryminalną) i jeszcze wiedzieć, o co w niej chodzi potrzeba naprawdę wytrawnego czytelnika. Jeżeli ktoś nie radzi sobie z przeczytaniem artykułu w gazecie, to niech nie zabiera się za 600 stron. Jedyne, co może razić to trochę przekombinowane zakończenie. I nie mam na myśli sposobu rozwiązania zagadki kryminalnej tylko epilog. Żeby nie było, że cały czas wychwalam. Parę minusów oczywiście mogłoby się znaleźć. Nie podobały mi się trochę szmirowate niektóre "przemyślenia" jednych bohaterów na temat innych - np. gdy nasza prokurator wymyśla sobie, że Meyer ma twarz upadłego anioła, który gdzieś zgubił swoją duszę (żywcem wyjęte z harlequina). Poza tym było parę drobiazgów, które były zbyt naciągane, chociażby pisanie do siebie jakichś maili i listów przez głównych bohaterów - też jakieś takie harlequinowe.
Jeszcze jedno. Tak, jak w przypadku Wrońskiego (autor kryminałów retro o komisarzu Maciejewskim) miałam nieodparte wrażenie, że czytam przerobionego Krajewskiego (autor kryminałów o Mocku i Popielskim) - niestety gorszego, w przypadku Bondy cały czas gdzieś z tyłu głowy miałam kryminały Czubaja z profilerem Rudolfem Heinzem. Parę punktów stycznych by się znalazło. Nazwisko niemieckobrzmiące, bohater-profiler (a nie jakiś zwykły inspektor), życie osobiste głównego bohatera - pomińmy milczeniem..., no i Katowice. Chociaż moim skromnym zdaniem, na razie Bonda wygrywa.

KATARZYNA BONDA "FLORYSTKA"

Od razu piszę, że "Florystka" okazała się dużo lepsza od "Tylko martwi nie kłamią". Z Katowic przenosimy się do Białegostoku, czyli na teren bardziej znany pisarce. Nie ma już harlequinowych wątków pomiędzy Meyerem i jakąś kobietą (kobieta oczywiście jest). Tym razem nie będę się tak rozwodzić, jak nad "Tylko umarli nie kłamią". "Florystka" została napisana w takim samym stylu (jak na dobry kryminał przystało). Prolog - interesujący, od razu zbija czytelnika z pantałyku. Pożar w windzie i nieznana ofiara. Brak śladów sprawcy. Zaginięcie lub porwanie kilkuletniej pół-Romki Zosi. Wcześniej: bestialskie morderstwo kilkunastoletniego Amadeusza, syna naszej florystki. Co do tego ma Meyer, skoro powinien siedzieć na komendzie w Katowicach? Jakiś czas temu pomylił się w profilu, więc honorowo oddał odznakę i zaszył się w dziczy, czyli niedaleko Białegostoku. Zrezygnował z pracy w policji, ale koledzy i tak go odnaleźli. Pytanie tylko, czy po to, żeby pomógł odnaleźć sprawcę, czy po to, żeby mieć kozła ofiarnego. Odpowiedź: we "Florystce". 

Miłego wieczoru:)

P.S. 1: Koniecznie przeczytajcie wywiad z Bondą w ostatnim Twoim Stylu (lipcowym). 
P.S. 2: Zapraszam na stronę internetową Bondy: www.katarzynabonda.pl.
P.S. 3: Prywatnie Bonda spotyka się z jednym z czołowych polskich "kryminalistów" - Mariuszem Czubajem (autorem świetnych "21.37", "Alei samobójców", "Kołysanki dla mordercy" i nie tak świetnego "Martwego popołudnia").
P.S. 4.: Bonda prowadzi kursy pisarskie.