niedziela, 26 lipca 2015

"PUPILLA" KATARZYNA PRZYŁUSKA-URBANOWICZ - NOMINACJA DO NAGRODY NIKE 2015



Jedną z nominowanych w tegorocznej edycji Nagrody Nike jest "Pupilla" Katarzyny Przyłuskiej-Urbanowicz. Książka została nominowana, jako zbiór esejów.
Na początku muszę Wam wyjaśnić, dlaczego w ogóle chciałam ją przeczytać. Po pierwsze: ze względów estetycznych. Może to głupie, ale po prostu lubię ładnie wydane książki. Po drugie: miałam ochotę poczytać czyjeś wynurzenia na ciekawy temat. A wynurzenia te miały być na temat postaci pupilli vel nimfetki vel lolitki w XX-wiecznej kulturze.
Gdzieś na internetach przeczytałam, że "Pupilla" została napisana na podstawie pracy doktorskiej autorki. Jeżeli "na podstawie" oznacza to dla mnie, że takowa praca doktorska powinna zostać tak przerobiona, żeby nadawała się do szerszego odbioru. Otóż, niestety tak się nie stało. Miałam nadzieję, że autorka "uprości" swoją pracę przynajmniej odrobinę. Tak, żeby mógł ją przeczytać "zwykły czytelnik". Rozumiem, że w pracy doktorskiej skala badania danego zjawiska jest szeroka, a więc przykładów, cytatów jest mnóstwo. Jednak moim zdaniem książka, która opuszcza wydawnictwo po to, żeby dotrzeć do szerszej grupy odbiorców niż tylko profesorowie i studenci danego wydziału, powinna zostać "przerobiona" w odpowiedni sposób. 

Książka została bardzo ładnie wydana. Ciekawa okładka, dobry format książki, liczne reprodukcje obrazów, zdjęcia, nawet papier, na którym wydano jest, że tak powiem ekskluzywny. I to mnie niestety zwiodło. 
"Lolitę" Nabokova co prawda przeczytałam, twórczość Nowosielskiego znam, o szeroko pojętej kulturze i historii XX wieku coś tam wiem (a nawet więcej niż coś). Książka niestety strasznie mnie zmęczyła, bo tak naprawdę jest to praca doktorska w czystej postaci. Również język książki pozostawia wiele do życzenia. Nie sądzę, że przeciętny czytelnik przeżyje ilość pojęć w typie: "anamneza", "synekdocha", ""apokryficzne wariacje" czy "heretycka figura antykanoniczności". Wielu może mi oczywiście zarzucić, że przecież "Pupilla" nie jest dla zwykłego czytelnika, tylko dla czytelnika z pewną wiedzą. Zgadzam się. Ja uważam się za takiego czytelnika i mimo to jestem rozczarowana.
Wszystkiego jest za dużo, a brakuje jednego: głębszej refleksji nad tematem. Pisarka przedstawia w swojej książce "suche fakty", czyli mnoży przykłady, gdzie w kulturze (literaturze, filmie, malarstwie) znajdziemy odwołania do "nimfetki". Jeżeli jednak "Pupilla" została nominowana do Nike jako zbiór esejów, moje oczekiwania były zgoła inne. Esej powinien przedstawiać punkt widzenia autora, a "Pupilla" przedstawia przykłady działań "lolitek" w szeroko pojętej kulturze. Nie ma w ogóle opinii autorki na żaden z przedstawianych aspektów, żadnych podsumowań, nic.
Pisarka, jak już wspomniałam, podaje przykłady, jak owa pupilla była traktowana w kulturze. Autorka nie podała jednak przyczyn takiego stanu rzeczy. A jeżeli "Pupilla" jest zbiorem esejów to refleksja na ten temat powinna być. Brakuje mi przy tym spojrzenia feministycznego na kwestię rozważaną przez pisarkę. Tego typu temat aż sam się prosi o rozważania feministyczne. Bo kto tak naprawdę przez lata widzi dziecko, dziewczynkę w sposób seksualny, erotyczny. Mężczyźni, dojrzali-niedojrzali. "Drapieżna dziewczynka", jak ją określa autorka, została stworzona nie przez społeczeństwo jako takie, tylko przez niedojrzałych mężczyzn i ich potrzeby. 
W książce znajdziemy mnóstwo zwrotów typu: "...mimo swych źrebięcych jeszcze ruchów diabolicznie monstrualne i odporne na egzorcystyczne zabiegi...", "urocze demoniątka", "ich status ofiar nie jest bowiem jednoznaczny; równie dobrze mogą odgrywać rolę przewrotnych oprawców - zimnych i niedostępnych; kuszących dziewictwem modliszek".
Przyłuska-Urbanowicz przedstawia sprawę tak, jakby jedenastoletnie dziecko uwodziło dorosłego mężczyznę w sposób całkowicie świadomy i perfidny. A tak przecież nie jest. Mała dziewczynka opisywana jest jako winna lub przynajmniej współwinna takiego stanu rzeczy. Autorka skupiła się na cielesności i uzależnieniu mężczyzn od "lolitek", brak jest jednak rozważań nad źródłami zjawiskami oraz konsekwencjami. Przedstawiono jedynie następstwa rzekomych działań "nimfetek" na psychikę i życie "uzależnionych" od nich mężczyzn.
Perspektywa przedstawiona w książce jest taka: biedny, służalczy, podstarzały mężczyzna nie może się oprzeć świadomej swojej seksualności małej dziewczynce. Sorry Winnetou, ale chyba nie o to tutaj powinno chodzić. No chyba, że faktycznie punkt widzenia pisarki jest równy stereotypom powielanym przez lata. Brak przedstawienia perspektywy dziecka, którym nimfetka faktycznie jest. Kto jest winny, że kilku- lub kilkunastoletnia dziewczynka prostytuuje się, uwodzi dojrzałych mężczyzn? Nie ma odpowiedzi na to pytanie. Nie ma nawet próby odpowiedzi. To znaczy jest: z książki Przyłuskiej-Urbanowicz płynie jasny przekaz. To pupilla, lolitka, nimfetka jest winna. Chyba, że ja źle zrozumiałam.

Podsumowując... nie sądźcie książki po okładce. "Pupillę" polecam, jeżeli piszecie pracę doktorską na podobny temat. Poza tym, jak kto woli.

Pozdrawiam i miłego wieczoru:)