środa, 25 listopada 2015

"W IMIĘ DZIECKA" Ian McEwan

Wśród nowości książkowych 2015 roku znajduje się nowa powieść Iana McEwan'a, autora m.in. "Pokuty" (jeżeli ktoś nie zna książki to na pewno widział film z Keirą Knightley w roli głównej). Mam mały problem z polskim tytułem - "W imię dziecka", który co do zasady współgra z treścią książki, jednak tytuł oryginalny - "The Children Act" - dobitniej ukazuje rozdźwięk pomiędzy prawem, a rzeczywistym dobrem dziecka, który to rozdźwięk często widać na salach sądowych wielu państw. "The Children Act" (taki tytuł nosi brytyjska ustawa dotycząca procedowania wobec dzieci) odnosi się bowiem głównie do prawa, które z zasady powinno być sprawiedliwe i słuszne.
Powody powstania powieści sam autor przedstawił w artykule napisanym dla "The Guardian". Można się z niego dowiedzieć, że główny wątek został zaczerpnięty z prawdziwego życia. Zaczęło się kilka lat wcześniej, gdy na pewnej kolacji miał przyjemność spotkania sporej grupy sędziów. Jakiś czas później jeden z nich opowiedział pisarzowi historię sprawy, którą prowadził. Dotyczyła ona wydania zgody na transfuzję krwi nastolatkowi, który był świadkiem Jehowy wbrew sprzeciwom jego i jego rodziców. Ta sprawa stała się bezpośrednio przyczyną powstania nowej powieści. McEwan biorąc na warsztat kwestie prawne postanowił zastanowić się nad dysonansem pomiędzy religią i miłością oraz sporem świeckiego ducha prawa z prawdziwą, szczerze wyznawaną wiarą.

Główną bohaterką pisarz uczynił Fionę Maye, 59-letnią sędzinę orzekającą w wydziale rodzinnym - dla ulicznego obserwatora prawdziwą kobietę sukcesu oraz ikonę perfekcjonizmu. W życiu osobistym przyszło jej się zmierzyć z małżeńskim kryzysem wywołanym niewiernością i nielojalnością męża. Mąż oświadcza bowiem, że bardzo ją kocha, ale ma zamiar, oczywiście za jej zgodą (cudownie!), przeżyć gorący romans. Najlepszy sposób na problemy osobiste to rzucić się w wir pracy. Na wokandzie pojawia się tymczasem skomplikowana etycznie sprawa. Problem dotyczy wydania zgody na transfuzję prawie pełnoletniego Adama, świadka Jehowy. Śmierć kontra życie? Wyrok zdaje się być oczywisty. Niespodziewanie jednak po wysłuchaniu stron procesu, Fiona postanawia spotkać się z Adamem i osobiście ocenić na ile jego zgoda na pewną śmierć jest przemyślana. W szpitalu dokonuje się mała rewolucja i to zarówno po stronie Adama, jak i Fiony. Fiona wydaje wyrok. Do czego to doprowadzi? Zapraszam do lektury :)

Jaka jest nowa książka Iana McEwana? Nieprzegadana. Mała objętościowo, ale bardzo wartościowa i aktualna pod kątem poruszanego tematu. Spokojna, radosna, wzruszająca - chyba nie do końca, ale zdecydowanie liryczna. Zabawna w bardzo subtelny sposób. Przepięknie napisana (brawa dla tłumacza), przepięknie wydana (brawa dla wydawcy). Prawdziwa przyjemność czytania.
Autor pokazuje, że w zderzeniu "prawdziwe życie vs. prawo" nie ma podziału na czarne i białe, a czasem nawet białe nie jest do końca białe - nawiązując do słów pewnego "klasyka":). Wyroki sędziów orzekających w szeroko pojętych sprawach rodzinnych dotyczących dzieci często opierają się nie na dobru dziecka, tylko na wyborze mniejszego zła. Nie zawsze można przewidzieć konsekwencji danego wyroku. Pisarz pokazał przy tym, że każdy sędzia w swoim życiu prywatnym mierzy się z różnymi przeciwnościami losu, a tu nagle powinien mieć nadzwyczaj jasny umysł i orzec w jak najbardziej sprawiedliwy sposób. Nie może jednak wyprzedzić wydarzeń, które nastąpią po wydaniu wyroku.
Recenzent "The Washington Post" Ron Charles swój artykuł dotyczący książki zatytułował mniej więcej tak (w moim wolnym tłumaczeniu) - "W imię dziecka" Iana McEwana stawia przed sądem wiarę Świadków Jehowy. Już się wystraszyłam widząc w głowie oskarżenia pod adresem pisarza. Na szczęście okazało się, że Charles całkiem zgrabnie podsumował książkę. Najbardziej podobała mi się jego puenta z przytoczeniem fragmentu wiersza Emily Dickinson - "The Truth must dazzle gradually, Or every man be blind". I z taką refleksją na dziś Was zostawiam. 

Miłego popołudnia :)