czwartek, 21 stycznia 2016

"DZIEWCZYNA Z KAMIENIA" IZABELLA CYWIŃSKA

Nie przepadam za biografiami, a za autobiografiami to już w szczególności. Dlaczego więc wybrałam "Dziewczynę z Kamienia"? Po obejrzeniu wywiadu z Izabellą Cywińską przeprowadzonego przez dziewczyny z "Cappuccino z książką" i po przeczytaniu wywiadu z reżyserką w "Twoim Stylu" musiałam przeczytać historię twórczyni mojej ulubionej "Bożej podszewki" (kto nie wie, co to proszę zajrzeć tutaj - dodam tylko, że to jeden z nielicznych świetnych seriali wyemitowanych przez TVP ever). 
Wciągająca opowieść przez odkrywanie dzieciństwa w "krainie początku", czyli w lubelskim Kamieniu, przez niebezpieczeństwo wojny i "nowe życie", Kalisz, Teatr Nowy w Poznaniu, aż po "rządzenie" w wolnej Polsce, "Bożą podszewkę" i "Wiśniowy sad". 
Zaczynamy niczym u Mickiewicza, sielsko, anielsko, błogo. Pałacyk w Kamieniu na Lubelszczyźnie, kochająca się rodzina, beztroska. "Wydawało mi się, że tak będzie zawsze. Że nikt nam Mamy z tych chwil nie skradnie". Niestety, nadeszło "nie-bez-pie-czeń-stwo". "W domu zamęt, kłótnie, krzyki (...) Dramatyczna decyzja: uciekamy z Kamienia!". Zaczyna się "pociąg do nowego życia". W oderwaniu czy w ścisłym połączeniu z przeszłością? Wojna się skończyła, ale powrotów nie ma. Jest PRL. Dziecko staje się dziewczyną, dziewczyna kobietą. Pierwsze miłości, przyjaźnie, sport. Przygoda z etnografią, by odkryć w sobie reżyserski talent. Anegdoty ze studiów, umizgi ze strony nieznanego jeszcze Zbyszka Cybulskiego, pierwsze przesłuchania na UB, "nauki" u Adama Hanuszkiewicza. Teatr jeden, drugi, trzeci....ministrowanie u Mazowieckiego. Małżeństwo jedno, drugie. Wreszcie "Boża podszewka" i... kij w mrowisko. Rusza lawina oskarżeń. Za co? Jak to zwykle bywa - za prawdę. Co potem... potem to już z górki. Późny debiut filmowy ("Kochankowie z Marony") i Ateneum mon amour. Życie.
Biografia Cywińskiej to potężne tomiszcze, zresztą, jak na tak wspaniałe życie przystało. Autorka wpuszcza czytelnika w bardzo intymny świat, pisze o sprawach, które nie jeden wolałby ukryć przed światem. Spowiada się z życiowych niepowodzeń i błędów. Miejsca nie brakuje też dla innych interesujących postaci. 
Pisze w tak cudowny, ufny sposób, że nie sposób się oderwać. Chciała napisać o wszystkim, mnóstwo jest zatem dygresji, przeskoków w czasie, ale wszystko razem tworzy niesamowity klimat. Uroku dodają zdjęcia. 
Cywińska kończy swoją historię powrotem do teatralnych korzeni i "Wiśniowego sadu" wystawionego niedawno w Teatrze Nowym w Poznaniu. 

"Pisząc tę książkę, spacerowałam po moim wiśniowym sadzie wszerz i wzdłuż, a on był i sadem Stryjka (...) i sadem, jaki wyrósł z moich przedstawień. (...) Czy wygrałam tę wojnę z samą sobą, z pamięcią i niepamięcią? Nie da się przecież wrócić tam skąd się przyszło - do przeszłości. Można ją tylko opowiedzieć i opisać, ale to zawsze będzie tylko cień tamtego świata. (...) Czy warto było bić się o cień? A może trzeba było przegrać tę walkę? Choćby po to, żeby zrozumieć nieuchwytność tego, co się nam zdarzyło w życiu. (...) Jestem jak Raniewska na chwilę przed odjazdem. Więc warto było."

Prosto, szczerze, prawdziwie. Warto było.
Trzymajcie się ciepło :)