wtorek, 9 września 2014

"Morfina" - w poszukiwaniu własnej tożsamości...

źródło


Tak jak wcześniej obiecywałam, dzisiaj krótka recenzja książki Szczepana Twardocha: „Morfiny” . 
„Morfina” – czym mnie urzekła… 

Ciekawy życiorys głównego bohatera, Konstantego Willlemanna, syna niemieckiego arystokraty i „polskiej” Ślązaczki, morfinisty, niegodziwca, niewiernego męża i niezbyt dobrego ojca, dobrze dobrany język powieści, quasi-strumień świadomości, sentyment do Śląska, historia „około wojenna”, duża praca wykonana przez autora w celu stworzenia odpowiedniego klimatu, dobry portret psychologiczny postaci. Poza tym ciekawie przedstawione portrety kobiet. wprawdzie, pomimo silnych charakterów, przedstawiane są głównie, jako obiekty seksualne, co niemniej pasuje do czasów, w których żyje Konstanty. Kobiety w „Morfinie” to albo prostytutki albo „cnotki”, które jednak tylko ukrywają swoją prawdziwą naturę i nie mogą, z takich lub innych powodów, dać się ponieść przyjemności (tak, jak np. żona głównego bohatera, pochodząca z endeckiej rodziny zachwyconej eugeniką). Wątek kryminalno-szpiegowski również został dobrze skonstruowany przez pisarza. Najważniejszy jest jednak sam Konstanty, nie-Polak, nie-Niemiec, Ślązak?, Warszawiak?, zagubiony, poszukujący swojej tożsamości, kochający żonę i syna, ale sprawiający ból swojej rodzinie prowadząc życie bon vivanta, zdradzając żonę, lekceważąc syna, kiedyś artysta, teraz już tylko morfinista, ignorant. Mimo, że to w zasadzie antybohater, Konstanty jest szalenie sympatycznym i zabawnym człowiekiem. Z powodu swojego hedonistycznego stylu życia zostaje wplątany w tajną misję, która kończy się... no właśnie - ale to już sami doczytacie. Samo zakończenie może nie jest zbyt „odkrywcze”, ale mimo to odrobinę zaskakujące.  
Pozdrawiam:)

P.S. 1: Powieść swoją atmosferą przypomina mi książki Marka Krajewskiego, dlatego jego fanów bardzo gorąco zapraszam do porównania. 

P.S. 2: A skoro już wspomniałam Krajewskiego to już jutro premiera nowej powieści kryminalnej „Władca liczb”. Nie mogę się doczekać:)

P.S. 3: "Morfina" to doskonały wstęp do przeczytania wcześniejszej powieści Twardocha "Wiecznego Grunwaldu". Ostrzegam jednak, że z uwagi na specyficzny, staropolski język, dla niektórych może być ona trudna do przebrnięcia.